Zimową porą 61 – czyli Colonel o niedokończonych symfoniach

Dawno, dawno temu ogromne wrażenie wywarła na mnie VIII Symfonia h-moll Franciszka Schuberta. Dopiero później, po pierwszym wysłuchaniu dowiedziałem się, ile zamieszania i przeróżnych interpretacji jest wokół jej historii.

Znane do dziś i wykonywane są dwie ukończone jej części, choć czasem dyrygenci dodają fragmenty innych utworów, jako część trzecią. Są muzykolodzy, którzy twierdzą, że Schubert od początku planował od początku dwie części, co byłoby dziwne, klasyczne symfonie były bowiem czteroczęściowe. Inni wskazują na fakt, iż były szkice do części trzeciej, co więcej Schubert zaczął ją komponować. Nie wiadomo nawet, dlaczego kompozytor pracy nie dokończył.

Faksymile rękopisu „nieistniejącej” części trzeciej symfonii (za Wikipedią)

Kolejną zagadką jest pytanie, czy faktycznie Schubert podarował niedokończoną partyturę Towarzystwu Muzycznemu w Grazu, przekazując ją na ręce przedstawiciela tego Towarzystwa. Tak wynika z korespondencji kompozytora, jednak partytura została głęboko przez odbiorcę nie wiadomo dlaczego schowana na około czterdziestu lat.

Gdy ją wydobyto na światło dzienne i zaczęto wykonywać, powstała kontrowersja dotycząca numeracji. Nie wchodząc w szczegóły, różne katalogi numerują ją jako VII lub VIII Symfonię.

Ta cała historia przyszła mi na myśl, gdy czytałem wypowiedź Joanny Pajkowskiej dla Magazynu „Wiatr”, zacytowaną na jej stronie www.asiapajkowska.pl .

„zamierzam wyruszyć w okołoziemski samotny rejs bez zawijania do portów. Klasyczną trasą z zachodu na wchód, wokół trzech słynnych przylądków. Z Plymouth do Plymouth. Nie szukam sponsorów, bo nie potrafię tego robić. Dlatego też nie spodziewajcie się jakiegoś medialnego szumu. Dlaczego dookoła świata? Przed laty na tym szlaku, podczas samotnego rejsu non stop wokół globu, musiałam zawinąć do portu w Republice Południowej Afryki. Zmusiły mnie do tego warunki pogodowe. Teraz chciałabym ponownie podjąć wyzwanie i zapisać ostatnie takty w tej niedokończonej symfonii. Jakoś to we mnie siedzi, więc muszę ponowić próbę… ”

Niedokończona symfonia to dysharmonia, a morze dysharmonii nie lubi. Pajkowska to żeglarka z wieloma znacznymi rejsami na koncie, szczególnie startami w oceanicznych regatach jedno-i dwuosobowych. Honorowana nagrodami Rejs Roku i Żeglarz Roku. Pozostał cierń błędów i nieporozumień. Zostawmy jednak już za sobą historię, teraz pisze się nowa część symfonii. Pajkowska płynie!

Na powitaniu Szymona Kuczyńskiego w czerwcu w Kamieniu Pomorskim (fot. własna)

Płynie na jachcie FANFAN. Jest to 40-stopowy aluminiowy slup, który ma za sobą m.in. start w regatach TWOSTAR 1986 oraz odbyty przez armatora Uwego Röttgeringa w latach 2001 – 2003 rejs dookoła świata. Wielkie doświadczenie Pajkowskiej oraz korzystanie ze świeżych doświadczeń Szymona Kuczyńskiego każe sądzić, że rejs jest dobrze przygotowany i, jak wiemy, wolny od ingerencji sponsorów (nie zawsze korzystnych dla żeglowania i żeglarza). Trzymajmy więc kciuki z nadzieją.

W ostatnich latach mamy w Polsce swoisty wysyp polskich prób opłynięcia Ziemi non-stop. Cichocki, Czarciński, Kuczyński, Pajkowska, Chwolka… pewnie nie wszystkich od ręki wymieniłem z pamięci. Nie wszystkie rejsy się udają, zapewne nie wszyscy mają dość szczęścia, może nie wszyscy przygotowali się należycie. W kolejce czeka Rafał Moszczyński, który na jachcie typu Karawela 950 chce w 2019 roku bić rekord Polski opływając Ziemię w 150 dni.

Swoista „masowość” podobnych rejsów budzi pewne moje obawy. W tej dziedzinie ilość nie przechodzi w jakość. Pozornie łatwy i przyjemny sukces Szymona Kuczyńskiego nie powinien skłaniać do zaniechania refleksji u następców. Osobiście nie jestem też zwolennikiem bicia rekordów, tworzenia sztucznych sformalizowanych reguł (ale jeśli już się je przyjmuje, to należy przestrzegać), ani udowadniania czegoś sobie i innym. Wolę żeglowanie po prostu dla radości żeglowania. No, cóż jednak: NIECH KAŻDY SOBIE ŻEGLUJE JAK LUBI.

Dziś Asia jest już w Ryczących Czterdziestkach, schodzi dość daleko na południe, by z jednej strony ominąć słabe wiatry wiejące aktualnie na północ od niej, a z drugiej nie dostać się w rejon przylądkowy, gdzie wschodnie sztormy zderzają się z płynącym w przeciwną stronę prądem. To tam rodzą się skotłowane i niezwykle strome i wysokie fale, co doprowadziło już wielu znanych żeglarzy do kłopotów.

Zapis trasy można śledzić na cytowanej stronie, w dwóch wersjach: Garmin oraz Windyty. Na tej ostatniej (link zamieszczam na lewym banerze strony www.armator-i-skipper.pl , mogę go śledzić także ze smartfona) widać aktualną sytuację pogodową oraz cienką zieloną linię: trasę Szymona Kuczyńskiego. Są także krótkie wpisy samej żeglarki.

Pozycja Asi 18 listopada, tracking w wersji garminowskiej

Kibicuję Asi także z powodów osobistych. Ponad czterdzieści trzy lata temu nie doszedł do skutku samotny rejs wokółziemski Teresy Remiszewskiej. Mało kto wie, że cichym Jej planem i marzeniem był rejs non-stop. Gdyby on się odbył i szczęśliwie zakończył, stałby się kobiecym rekordem absolutnym, zabierając wszystkie palmy pierwszeństwa światowego. Gdyby… Do rejsu nie doszło przecież. A dlaczego? O tym Szanowni Czytelnicy będą mogli dowiedzieć się z aneksu do planowanego wznowienia książki Teresy Remiszewskiej „Z goryczy soli moja radość”. Kiedy? Może już pod choinkę w tym roku.

A Asi Pajkowskiej życzmy wszyscy realizacji marzenia, napisania ostatnich taktów symfonii, a potem jeszcze wielu udanych rejsów. STOPY WODY!

18 listopada 2018

46