Niezwykły kubeczek z Trzebieży

 

08.10.2022 r
W Basenie Jachtowym im. Mariusza Zaruskiego dwa godne uwagi wydarzenia:
Na południowym falochronie w Alei Żeglarstwa Polskiego odsłonięcie tablicy Krystyny Chojnowskiej-Liskiewicz, a w całym Basenie Jachtowym impreza pod nazwą „Próchno i Rdza” czyli zlot jachtów, wykonanych z materiałów podlegających próchnieniu i korozji.
Staram się zawsze być obecna na uroczystościach w Alei Żeglarstwa – w końcu jedną z pierwszych tablic, Teresy Remiszewskiej, osobiście odsłaniałam. Dodatkowo to świetna okazja do spotkania przyjaciół żeglarzy. Tak też było i tym razem, szczególnie, że zlot jachtów ściągnął tego dnia wielu dawno nie widzianych znajomych.  Jeden z nich zaproponował aby wstąpić do niego na jacht, stojący przy wschodnim falochronie, na pogawędkę. Obeszliśmy więc naokoło cały basen i faktycznie posiedzieliśmy trochę popijając kawę (przyjechałam samochodem, więc inne znakomite napoje nie wchodziły w rachubę).
Gdy wyszłam z jachtu moją uwagę przykuły stojące na falochronie, znajome kubeczki w motywami jachtowymi malowane charakterystycznymi kropeczkami. Jakiś czas temu pływając z Andrzejem na Tequili odwiedziliśmy Trzebież, a w niej Elę Blondynkę i różową ławeczkę stojącą pod jej jachtem S/Y Dziwna, który dzielnie remontuje. Ela maluje te kubeczki, a brat oczywiście kiedyś taki nabył i zawsze lubiłam właśnie z niego pić herbatę. Zatrzymałam się więc przy kubeczkach radośnie komentując, że znam je bo na Tequili taki jest. Ela skojarzyła mnie i rzuciła się do poszukiwań w przepastnej torbie. Po chwili triumfalnie wyciągnęła z niej kartonik z kubeczkiem i z dużym wzruszeniem wręczyła go mnie mówiąc, że namalowała go dla Andrzeja i nie zdążyła mu go dać …  Prawie się popłakałyśmy obie. Codziennie piję z niego herbatę wspominając Elę, Trzebież i Tequilę.
Gdy będziecie w Trzebieży, odwiedźcie Elę i kupcie sobie kubeczek koniecznie !
Na tym historia się nie kończy, bo Ela dowiedziawszy się, że nie znam Doroty, która żeglowała niedługo przede mną na Tequili zaprowadziła mnie na nieopodal stojący jacht i poznała nas ze sobą. Nie omieszkała opowiedzieć zabawnej historii spotkania Andrzeja z Dorotą w Wolinie 2 lata wcześniej, czyli “jak Andrzej wyciągnął Dorotę z krzaków”.
A było to podobno tak:
Dorota dojechała rowerem do Wolina wieczorem w jeden z tych dni gdy psa nawet się za drzwi nie wyrzuca … Na campingu nie było ani jednego miejsca. Ktoś poradził jej aby spróbowała dogadać się w marinie. Rada była słuszna. Szybko rozbiła namiot i poszła spać. Rano Andrzej, swoim zwyczajem (szczególnie gdy chodzi o płeć piękną), nawiązał rozmowę i gdy okazało się, że Dorota ma plan jechać do Kamienia, a jest to równocześnie następny port na trasie Tequili , załadowali rower na pokład i popłynęli razem. To było chyba pierwsze żeglowanie Doroty, ale zaowocowało złapaniem przez nią bakcyla i dlatego spotkałam ją w Gdyni na jachcie.
Do kolekcji miłych i ciekawych spotkań, spowodowanych odejściem Andrzeja, dodałam te powyższe i postanowiłam podzielić się tym z czytelnikami.