Jak robią dobrze żeglarzom

Jak wiadomo jesienią ubiegłego roku po raz kolejny, chyba trzeci, Pierwszy Polak wbił, co prawda nie łopatę, ale zawsze wbił – PALIK!, pod budowę tzw. „przekopu”, czyli tak naprawdę Kanału Zatoka-Zalew przez Mierzeję Wiślaną.

Pomysł, nie nowy zresztą, dzieli opinię publiczną. Nie tylko samorządy dwóch województw, nie tylko najbardziej zainteresowanych: mieszkańców Mierzei. Nie tylko władze i ekologów. Także żeglarze mają różne, czasem skrajnie różne zdania. Ja konsekwentnie jestem przeciwny, czemu dawałem także wyraz, gdy kanał promowali działacze dzisiejszej opozycji. Obecne argumenty o „uniezależnieniu się od Rosji” uważam za niepoważne, interesu ekonomicznego dla kraju i regionu nie widzę. Oczywiście jako żeglarz z Zatoki chętnie skorzystam z możliwości dopłynięcia do Elbląga, czy Krynicy w jeden, zamiast trzech dni. Ale wolałbym jednak, by ten miliard czy dwa poszły na budowę trasy S6 do Koszalina albo Obwodnicę Metropolitalną, albo poprawę połączeń postu gdyńskiego ze światem. Przedsięwzięcie oceniam jako ŚCIEMĘ POLITYCZNĄ.

Kwestia ta poróżniła mnie także nieco z Gospodarzem tego okienka, który miał niegdyś okazję współpracować, także nad tym projektem, z Śp. Profesorem Tadeuszem Jednorałem. Nazwisko wielkie co z tego, ale zdrowy rozsądek ekonomiczny mam silny… Profesor był specem od hydrotechniki, nie od zdrowego rozsądku!

I oto niespodziewanie dostałem do ręki informację, że to ja tym razem mam rację. Oto w trakcie dyskusji nad słynnym murem w Kuźnicy… Pewnie nie wiecie nawet o co chodzi. Oto „ktoś” wymyślił sobie odgrodzenie całej Kuźnicy od Zatoki dwumetrowym murem przeciwpowodziowym. Spowodowało to mobilizację mieszkańców i sympatyków tej miejscowości, w tym użytkowników portu (jak ja), szereg debat z Urzędem Morskim. Ich efekt ma szanse być pozytywny, mur maleje w oczach i można liczyć, że zniknie w niepamięci.

Wracając do kanału: podczas tych debat kuźnickich przypadkiem, przy kawie z pewną Damą z UM w Gdyni dowiedziałem się o kulisach planowanych prac hydrotechnicznych na Mierzei Wiślanej. Oto „ministerstwo od likwidacji gospodarki morskiej” wymyśliło sobie, że lądowe zaplecze dla jednostek pływających: pogłębiarek, szaland, holowników, motorówek urządzi się w Górkach Wschodnich. Pozornie logiczne: najbliżej kanału od strony morza i relatywnie blisko wodami śródlądowymi, a do tego oparcie o miasto i port Gdańsk.

Wszystko byłoby było by fajnie, gdyby nie jeden drobiazg. Dokładne miejsce wybrane przez Pana Ministra to przystanie Jachtklubu Stoczni Gdańskiej i Jachtklubu im. Conrada. Krótko mówiąc: Kanał Z-Z zapewne nie powstanie ale żeglarstwu władze zdążą zrobić „kuku”. Wszak żeglarze to krezusy, uwłaszczona nomenklatura, najgorszy sort o co tam jeszcze. Acha: resortowe dzieci. W końcu jeśli postanowili rejestrować jachtu na śródlądziu… komuna wraca… krok po kroku.

Przystanie Górek Zachodnich (mapka Jerzy Kuliński)

W pierwszym momencie nie uwierzyłem mimo, że obecna władza potrafi różne numery wycinać. No ale przecież tu są właściciele przystani. Ba! Byli. Firma „Delphia” „sprzedała się” francuskiemu „Beneteau”, w profilu biznesowym Francuzów nie ma prowadzenia marin, promocja wobec płytkości polskiego rynku to dla nich żadna, więc Polskiemu Funduszowi Rozwoju nie sprawiła trudności „repolonizacja” tej części przystani. Co prawda chodzą plotki o braku akceptacji ze strony tamtejszego jachtklubu ale co tam dla PFR taki drobny „partner”.

Jachtklub Stoczni Gdańskiej po sprzedaży przez PiS samej stoczni Siergiejowi Tarucie uzyskał prawa do swojego obiektu. Jednak niedawno dokonano kolejnej „repolonizacji”, rząd odkupił do Taruty i GSG resztki stoczni. No i teraz wkroczył do akcji znany skądinąd ze zdecydowanego, choć kontrowersyjnego,  działania wojewoda Dariusz Drelich. Jednym aktem, któremu nadal rygor natychmiastowej wykonalności unieważnił stan prawny istniejący od kilku lat.

Nie mnie decydować, czy wojewoda miał prawo. Emocje mówią mi, że oczywiście nie. Ale mam nadzieję, że rozsądzi to niezawisły sąd. Spodziewajmy się na walnym zebraniu klubu zwołanym na 13 kwietnia uchwały wzywającej zarząd do wystąpienia na drogę prawną. SĄ JESZCZE SĄDY W RZECZYPOSPOLITEJ!

Zajmijmy się tymczasem tym, co nam szykują. Niestety mój kontakt w Urzędzie Morskim w Gdyni, nieszczęsnej instytucji wyznaczonej służbowo do realizacji tego poronionego przedsięwzięcia, nie chciał mi udostępnić aktualnych planów „nowej przystani technicznej”. Skorzystam więc z mapki Gospodarza tego okienka i własnej pamięci po jednokrotnych oględzinach projektu.

Mapka od Jerzego Kulińskiego

Najkrócej mówiąc: dalby, boje  i krótkie pirsy zostaną usunięte. Hangary zostaną przeznaczone na magazyny części i sprzętu (ciekawe co z podmiotami gospodarczymi – pewnie w ramach „pomocy polskiej gospodarce” zostaną skazane na upadłość). Zaplecze administracyjne ma znaleźć się w miejscu budynku klubowego, gdzie powstanie 8 – piętrowy szklany biurowiec. W końcu prezes podmiotu Skarbu Państwa dla tak strategicznej inwestycji musi mieć godziwe warunki pracy (i płacy zapewne). Na południowej główce basenu byłego (?) Jachtklubu Conrada powstanie stacja paliw (uwaga: niedostępna dla jachtów rekreacyjnych! W końcu żeglarstwo ma być szkoleniem kadr dla Polski Morskiej, a nie czczą zabawą rentierów). Ale spokojnie: niech tę stację szybko zbudują, jak ich pogonimy to już zostanie, a takiego miejsca w Górkach brak. „Parking” dla rur refulerów usytuowano z kolei po obu stronach falochrony basenu JK Stoczni Gdańskiej. Ciekawe, czy ktoś pomyśli o oznakowaniu przeszkody zwężającej przestrzeń do halsowania jachtów żeglujących do Neptuna? O nowozbudowanym przez Pawła Adamowicza moście w Sobieszewie nie wspomnę.

No cóż… Ręce nogi opadają.

Mam nadzieję, że 20 października tego roku z woli narodu szlag ich trafi!

 

Niezwykła przygoda

Zostałem zaproszony, by zaprezentować “Z goryczy soli moja radość” podczas Zafrancho Bractwa Wybrzeża, (Tu strona internetowa), które odbywa się w Pucku. Początki polskiego Bractwa Wybrzeża to  lata 60. kiedy “Śmiały” pod komendą Bolesława Kowalskiego dokonywał pionierskiego na owe czasy opłynięcia Ameryki Południowej. Wtedy to załoga zetknęła się z tą międzynarodową i bardzo prestiżową organizacją. Na puckim Zafrancho obecni byli dwaj członkowie tamtej wyprawy: Jerzy Knabe, który przybył z Londynu i Tomasz Romer.

Po za tym mnóstwo Braci z całego kraju i zza granicy, w tym dawno nie widziani przeze mnie przyjaciele. Przyjemnością było zaprezentować im książkę. A potem nastąpiły dwa “gwoździe programu” – prezentacja rejsu dookoła Antarktydy na “Katharsis” wykonana przez Wojciecha Małeckiego oraz opowieść Macieja Sodkiewicza o rejsie do wschodniego wybrzeża Grenlandii.

Prezentacje poprzedziła uroczystość wręczenia krzyży “Pro Mari Nostro” – jak powiedział wręczający je Prezes kpt. ż. w. Andrzej Królikowski – najwyższe odznaczenia Ligi Morskiej i Rzecznej.

Otrzymali je: Jerzy Knabe i Andrzej Dębiec. Serdeczne gratulacje!

A na koniec przypominam o prezentacji w krakowskim Starym Porcie we czwartek 4 kwietnia o 1900. ZAPRASZAM.

 

 

Zmiana z 21 marca 2019

Dodałem w menu głównym nową stronę: JACHTOWE PODŚPIEWYWANIE. Będę tu umieszczał moje ulubione piosenki żeglarskie, nie tylko tzw. szanty. Niektóre bardzo popularne, inne już prawie zapomniane. Będę starał się zamieszczać nie tylko polskie słowa ale szukam nagrań i różnych informacji, w tym prostujących błędy spotykane w śpiewnikach.

Na dobry początek piosenka uważana przez obecnych seniorów rodziny za najpiękniejszą. Gdy powiew wiatru

 

Nagła zmiana terminu spotkania w Krakowie

UWAGA:

Z przyczyn niezależnych prezentacja planowana w “Starym Porcie” na najbliższy czwartek zostaje przesunięta!

 

Oto nowe zaproszenie:

W czwartek 4 kwietnia o godzinie 19.00  w Tawernie „Stary Port”; (Kraków, ul. Straszewskiego 27 wejście od Jabłonowskich) odbędzie się  prezentacja książki Teresy Remiszewskiej “Z goryczy soli moja radość”, wznowionej po ponad 40 latach, wydanie rozszerzone. Udział weźmie inicjator wydania Andrzej Remiszewski, w programie krótka prezentacja osoby Autorki (slajdy) oraz wspomnienia rodzinne, (także z Nowej Huty),  pytania i odpowiedzi.  Także czytanie fragmentów książki. Będzie można nabyć książkę, wraz z pamiątkowym stemplem zawierającym faksymile podpisu Autorki.  Bezpośrednio po prezentacji tradycyjnie szanty i spotkania przy piwie.

Zaproszenia – aż trzy

Oto zapis audycji Anny Rębas nagranej na “Darze Pomorza”.

Radio Gdańsk

Zapraszam na kolejne spotkania: w sobotę 16 marca o 17.00 w Restauracji “Na Molo” w Pucku oraz w Krakowie.

W czwartek 21 marca o godzinie 19.00 w Tawernie “Stary Port” (ul. Straszewskiego 27 wejście od Jabłonowskich) odbędzie się prezentacja książki Teresy Remiszewskiej “Z goryczy soli moja radość”, wznowionej po ponad 40 latach, wydanie rozszerzone. Udział weźmie inicjator wydania Andrzej Remiszewski, w programie krótka prezentacja Autorki, czytanie krótkich fragmentów książki oraz wspomnienia rodzinne, pytania i odpowiedzi.

Będzie można nabyć książkę, wraz z pamiątkowym stemplem zawierającym faksymile podpisu Autorki.

Bezpośrednio po prezentacji tradycyjnie szanty i spotkania przy piwie.

Stowarzyszenie Armatorów Jachtowych po wyborach

W sobotę 9 marca w Gdański odbyło się Walne Zebranie Sprawozdawczo-wyborcze członków SAJ. Udzielono absolutorium Radzie Armatorskiej za miniony rok i wybrano  organy Stowarzyszenia na następne trzy lata.

W wyborach ponownie wybrano dotychczasowy skład Rady Armatorskiej:

    • Piotr Kubczak
    • Jerzy Makieła
  •                     Wlodzimierz Ring
      Andrzej Remiszewski
    • Jaromir Rowiński
    • Andrzej Różycki
    • Jan Waloch
  •                  Eugeniusz Ziółkowski

Wybrano także w dotychczasowym składzie Komisję Rewizyjną:

    • Henryk Brylski
    • Andrzej Dziewulski
  •                 Katarzyna Rembarz

Rada Armatorska ukonstytuowała się:

Prezes Andrzej Remiszewski

Wiceprezes Włodzimierz Ring

Skarbnik Jan Waloch

Stowarzyszenie Armatorów Jachtowych istnieje już prawie 28 lat. Pomysłodawcą był Jerzy Kuliński. Członkowie-założyciele podjęli wtedy pierwszą próbę zorganizowanego buntu przeciw pochodzącym z poprzedniej epoki ograniczeniom administracyjnym. Niektóre z nich sięgały rodowodem jeszcze stalinizmu. Niestety, wtedy ci, którzy powinni reprezentować interesy żeglarzy, woleli wówczas dbać o swoje własne interesy. Początki SAJ giną w pomroce dziejów. Czasy nie sprzyjały tworzeniu archiwów, na stronie SAJ można przeczytać, te informacje, które udało się odtworzyć kilka lat temu. Faktycznie działalność SAJ zamarła wkrótce po jego rejestracji. W końcu, już w tym stuleciu, udało się SAJ reaktywować, znów dzięki inicjatywie Jerzego Kulińskiego, do czego trzeba było użyć drogi sądowej. Zaczęła się realna działalność.

Początkowo SAJ koncentrował się wyłącznie na walce z absurdami biurokracji i restrykcyjnymi przepisami. Wyglądało to trochę jak walka z wiatrakami (bez aluzji do współczesności), w końcu jednak Stowarzyszenie zdobyło na tyle autorytet, że zaczęło być uznawana przez administrację za partnera, a co najmniej rozmówcę, którego nie można pominąć.

W tym zakresie Rada Armatorska opiniowała projekty wielu aktów prawnych, zgłaszała postulaty zmierzające do wprowadzenia normalności znanej z innych krajów bałtyckich. Najwięcej emocji budziły oczywiście obowiązkowe patenty. Tu udało się, we współpracy z innymi stowarzyszeniami znakomicie poszerzyć zakres bezpatencia. Była też w obróbce ustawa o sporcie, ustawa o bezpieczeństwie morskim, o żegludze śródlądowej. Były rozporządzenia o inspekcjach, wyposażeniu jachtów morskich. SAJ starał się o poprawienie przepisów portowych i pełne zastosowanie zasad dotyczących poruszania się w strefie Schengen (kto dziś pamięta kontrole graniczne przy każdym wyjściu w morze, oraz o zaprzestanie szczegółowych odpytywanek radiowych o dane osobowe przez bosmanów portów.

Biurokracja jest jak hydra. Co jakiś czas urzędnicy próbują znów zwiększyć zakres rygorów ograniczających wolność żeglowania. Oczywiście zawsze czynią to pod szyldem dbałości o interesy żeglarzy. Nie chcą rozumieć, że żeglarze najlepiej zadbają sami o siebie. „Broń nas Panie Boże pod przyjaciół, bo z wrogami sobie sam poradzę”! Ostatnim takim pomysłem jest powrót do obowiązku rejestracji śródlądowych jachtów o długości ponad 7,5 metra. A może by tak rejestrować po nazwisku autorów takich pomysłów?!

Patent żeglarz pełnomorski „robi” tylko raz. Rejestruje jacht armator i też tylko raz. Odpytywanki w porcie przerabia podczas wejścia do niego. Za to pływa sie i stoi w portach ciągle. Dlatego niemniej ważne lub nawet ważniejsze są warunki stwarzane żeglarzom przez instytucje lądowe. Poprawne oznakowanie nawigacyjne, bezpieczny postój, dostęp do podstawowych usług: prąd, woda, łazienka, WC. Coraz większym problemem jest brak miejsc do postoju w marinach. Tym wszystkim żadna organizacja po za SAJ się nie zajmuje.

SAJ stara się także dbać o bezpieczeństwo żeglarzy. Nie poprzez wydawania wielopiętrowych i zagmatwanych przepisów, lecz poprzez interweniowanie w sprawach niecierpiących zwłoki. Wszyscy wiedzą o kłopotach z ilością i jakością śmigłowców SAR. To stały temat – niestety mimo rozpętania sporego zainteresowania mediów, odpowiedzialne za nie Ministerstwo Obrony Narodowej jest jak gumowa albo teflonowa ściana. Mniej znane są zabiegi o ukrycie pod dnem lub też podniesienie i poprawne oznakowani linii energetycznych na śródlądowych szlakach wodnych.

Od czasu do czasu Rada Armatorska organizuje też spotkania, nazwane „Wieczorami Czwartkowymi”. Prelegentami są doświadczeni żeglarze ale i zawodowcy. Przypomnę lotnika-ratownika ze śmigłowców i Dyrektora SAR.

Członkowie SAJ nagradzają też żeglarzy, których żeglowania i działalność uznają za wzorzec godny naśladowania. Nie chodzi o tak nowomodne promowani rekordów, wyczynów, wyścigu pieniędzy, tylko  zwyczajnej-niezwyczajnej, pożytecznej normalności. Nagroda Honorowa SAJ przyznawana jest raz do roku i tylko jednej osobie.

Stowarzyszenie współpracuje z innymi organizacjami, a ostatnio (po zmianach kadrowych tam) także z Polskim Związkiem Żeglarskim, co przynosi już namacalne efekty. W jedności siła! 

SAJ jest doceniany, świadczy o tym czterokrotny wzrost liczby członków w ciągu ostatnich 10 lat. Wciąż jednak to mało! Dlatego wydrukujcie sobie ze strony www.saj.org.pl deklarację członkowską, wypełnijcie i wyślijcie. Na 5 złotych składki miesięcznie chyba Was stać!

No właśnie, setki członków, a ile płaci składkę? Może warto zrobić stałe zlecenie w banku, jeśli pamięć zawodzi?

Tomasz Konnak niechaj żyje nam!

Od kilku lat Stowarzyszenie Armatorów Jachtowych przyznaje Nagrodę Honorową dla żeglarza, który może być wzorem dla innych. W ostatnią sobotę w Gdańsku wręczono takową Tomaszowi Konnakowi, znanemu powszechnie żeglarzowi, regatowcowi i armatorowi jachtu “Czarodziejka”. Oto zaczerpnięte ze strony SAJ  uzasadnienie decyzji Rady Armatorskiej:

fot. Jerzy Makieła

Szanowny Kolego!

Po wnikliwej debacie postanowiliśmy przyznać Ci Nagrodę Honorową Stowarzyszenia Armatorów Jachtowych w roku 2019.

Nagroda Honorowa jest przyznawana żeglarzom, którzy mogą i powinni być wzorem dla innych. Dotyczy to walorów odbytych rejsów, startów w regatach, jak i działalności popularyzatorskiej i publicystycznej, wychowawczej, edukacyjnej, a także solidarnej postawy wobec innych żeglarzy. Po raz pierwszy w historii Nagrody przyznajemy ją osobie, która nie jest członkiem naszego Stowarzyszenia. Jest to dla nas tym ważniejsze, że oceniliśmy, iż Twoje zaangażowanie w żeglarstwo, szczególnie regatowe, jest idealnym wzorcem postawy, jaką chcielibyśmy promować zgodnie z ideą naszego Stowarzyszenia: Żeglarstwo wolne i odpowiedzialne.

Nagroda formalnie dotyczy roku poprzedzającego, lecz tak naprawdę dotyczy całokształtu Twojej wieloletniej działalności.

Twoje żeglowanie wkroczyło już w czwarte dziesięciolecie. Jesteś armatorem małego jachtu. Żeglujesz i startujesz w regatach na swoim i za swoje, nie dla zaszczytów i nagród, lecz z prostej radości żeglowania. Starasz się to czynić perfekcyjnie, ciągle się doskonaląc. W regatach masz na koncie liczne sukcesy, zwycięstwa i medale.

Nie ograniczasz się do własnego żeglowania. Pracujesz społecznie dla swojego Jacht Klubu Morskiego „Gryf”, klubu o ponad 90-letniej tradycji. Organizujesz imprezy regatowe, także o wieloletniej tradycji: Regaty Gdynia-Władysławowo—Gdynia i Regaty Samotników „Gryfu”. Jesteś sędzią i mierniczym ORC. W tych rolach: zawodnika, organizatora, sędziego i mierniczego jesteś powszechnie doceniany i chwalony za rzetelność, sprawność działania, pragmatyzm i koleżeństwo.

Szczególnie doceniliśmy Twoje zabiegi o zdrowy rozsądek, transparentność reguł, grę fair, brak tolerancji dla bylejakości, chodzenia na skróty i kombinatorstwa.

Ogromną Twoją rolę widzimy w działaniach edukacyjnych. Starasz się, by regatowcy oraz organizatorzy regat znali i rozumieli przepisy pomiarowe i regatowe, by umieli z nich korzystać dla własnej korzyści, lecz bez łamania reguł. Starasz się dbać o bezpieczeństwo uczestników regat, upowszechniać i promować zasady bezpieczeństwa. Wielką rolę dostrzegamy w Twoich publikacjach: na łamach SSI Jerzego Kulińskiego oraz na własnym blogu http://zpokladu.pl/.

Wiemy, że taka lista pochwał może być krępująca dla Ciebie, jako osoby nie szukającej poklasku. Jednak promowanie takich postaw jest szczególnie ważne w obecnych czasach. Czasach, kiedy wolność życia społecznego, gospodarczego i wolność żeglowania bywają niedoceniane lub wręcz ograniczane. Dzieje się tak często pod pretekstem, że nie wystarczy świadome i dobrowolne umawianie się na reguły, których się potem, także dobrowolnie, przestrzega, nie wystarczy świadome i odpowiedzialne dbanie o własne i innych bezpieczeństwo, lecz trzeba ograniczeń i kontroli przez urzędników. Czasach, kiedy wolność często rozumiana jest jako wolność od zdrowego rozsądku, a nie wolność do szczęścia i radości.

Życzymy Ci wielu lat żeglowania z radością i sukcesami, nieustępliwości i konsekwencji w działaniu, a co najważniejsze: zdrowia oraz wszelkiej pomyślności.

Tak trzymaj!