Druga trójka

Dziś, pomijając opis Kopenhagi, o kilku portach opisanych w “Sundzie” Jerzego Kulińskiego. Dwa z nich leżą w ciągu marin pomiędzy Kopenhagą, a Helsingörem, podobnie jak wcześniej opisana marina Rungsted. A potem przeniesiemy się do południowych bram Sundu.

Na początek Nivå, (Nivaa) na pokładzie TEQUILI zwana żartobliwie Nivea.
Miejscowość i port zdecydowanie lepiej wyglądają z morza niż wewnątrz. Sama miejscowość jest po prostu mało ciekawa. Dla żeglarzy ważne może być to, że dysponuje sklepem sieci NETTO. W Nivå Center jest także biblioteka, apteka i ponad dwadzieścia sklepów i restauracji.
Koneserów sztuki może zaciekawić Nivå Art Collection.

Dominującą cechą mariny jest jej skomplikowany układ. Trudno pojąć, co kilkanaście lat temu kierowało projektantami, którzy stworzyli istną plątaninę pomostów. Rzeczywiście, jak pisze Don Jorge, nie zapuszczałbym się głębiej, niż do pomostu D. Odległości między rzędami dalb zwężają się dziwacznie i może się okazać, że brak miejsca na zacieśnioną cyrkulację.

Stacji paliw nadal brak. Dżwig ma udżwig 1600 kilogramów.
Warto zwrócić uwagę, że nie ma już systemu opłat według metrów kwadratowych. Najczęściej kryterium jest długość, jak w Nivå, czasem szerokość, jak w Skovshoved. Za wyjątkiem, zupełnych wyjątków opłatę wnosi się w “parkometrze” wyłącznie kartą. American Express nie chodzi, Visa i Mastercard owszem.
Przewodnik po automacie jest w kilku jezykach i nie wymaga tu komentarza. Uwaga: albo kupujemy Tally Card na usługi (można niewykorzystane pieniądze odzyskać) albo wszystko jest bez ograniczeń w cenie ale wtedy trzeba nie zapomnieć kwitka, na którym wypisany jest kod do łazienek, czasem hasło Wi-Fi, a w Nivå także kod do odblokowania wypożyczania roweru. Automat wyrzuca też przylepną opaskę, którą należy zamocować na koszu dziobowym. Żywych bosmanów brak ale kontrolerzy chadzają po marinach!

Skovshoved to za to fajny port, w gruncie rzeczy na przedmieściach Kopenhagi. Sama miejscowość jest estetyczna i senna, z mariny do stacji kolejowej około 2 km. UWAGA: inaczej, niż w “Sundzie”, na Strandvejen nie zrobimy zakupów, jest tylko pizzeria, hotel i sklepik ze szkłem, ramkami do zdjęć i obrazkami.
Zakupy spożywcze w sklepach kilku sieci w odległości ok.4 km od mariny. Ja sobie znalazłem za kościołem i stadionem piekarnię Patryka i “kiosk” Jabbara, czyli mały sklep spożywczy, na Ordrup Jagtvej, tuż przed torami.

Przejdźmy do samego portu. Jego konstrukcja wydaje się sensowna. Jedno to tłumik fal, a drugie to falochron osłonowy. Fakt, że prąd ma szansę tam nieco przyśpieszać, choć nie jestem do końca pewny, taka niby-dysza może być naprawdę “zaporą” odrzucającą prąd od główek. Nie przetestowałem gorszych warunków, w dobrych mimo prądu wejście było łatwiutkie. Tak czy owak w gorszej pogodzie uważajcie!

Przy okazji: nie rozumiem zalecenia trzymania dziewczyn pod deckiem! Widać DonJorge nie miał trzech kobiet kapitanów i jeszcze trzech żeglarek w domu!

Cudeńko 

Zdjęcie pomnika przy zielonej główce miałem zrobić wychodząc ale prędkość z wiatrem była za duża.
W porcie są różnorakie uslugi, stacja paliw, dżwigi, stocznia i serwisy, na mapach także żaglomistrz (zapomniałem zweryfikować). Jest także włoska restauracja i, jak zwykle w tym rejonie, kąpielisko za falochronem. Z racji strojów, a raczej ich braku, nie róbcie zdjęć!

Stanowiące swoistą bramę do Sundu Dragør (Dragoer) najfajniejsze z tych miejsc. Dość przypadkowo wybrałem Stary Port, Gamla Havn, po północnej stronie. Okazało się to strzałem w 10. Staliśmy przy północnym falochronie, który powstał, oczywiście nie w tej postaci, w 1600 roku. Port cały wypełniony zabytkowymi budyneczkami, tuż przy nadbrzeżnej ulicy i prostopadłym do niej deptaku.
Miasteczko też jak skansen…

Oto Dragør

Do centrum handlowego (Netto, Fotex Food, apteka i inne) około 1,3 km, kilkaset metrów wcześniej jeszcze przed kościołem spory sklep spożywczy Irma i zieleniak, a na stacji Shella 7- Eleven. A po drodze restauracje, bary, knajpki i knajpeczki. Ciekawe mogłoby być Dragør Museum obok wieży obserwacyjnej ale cóż, akurat wewnątrz pracowała ekipa remontowa.

Sam port ma podejście jak w opisie w “Sundzie”, wewnątrz także niewiele musiało się zmienić. Stacja paliw jest w starym porcie promowym, a nie w Gamla Havn. Oczywiście są “nowe, lepsze ceny” i parkometr, tym razem wyjątkowo akceptujący także gotówkę.

Manewrowanie na żaglach to normalność 

Nowy, południowy port pozostawiłem sobie na inną okazję, zapewne zimą opiszę go na swojej stronie. Na pierwszy rzut oka robi wrażenie wygwizdowa, bez żadnej osłony od zachodnich wiatrów.
Co jeszcze ważnego? Autobusem 35 można dojechać do lotniska Kastrup. Bilet 24 Dkk. Przystanek niedaleko kościoła, ok. 600 m od starego portu Rozkład jazdy w Informacji Turystycznej przy muzeum. Czas jazdy ok.15 minut. Linia 33 kursuje do Kopenhagi – okrężną trasą. Bilet 72 Dkk. Uwaga: płatność tylko gotówką i to drobnymi.

PS. Jakby ktoś trafił na gorsza pogodę w Dragør to….

… można po drodze z kościoła albo na zakupy. Ale polecam Tlumacza Google.
.

A to niespodzianka

Ku pełnemu zaskoczeniu tuż przed Kopenhagą trafiliśmy na regaty jachtów klasy R12. To kultowa dla mojego pokolenia klasa, powstała w 1907 roku i od lat 30-ych do 1987 rozgrywano na niej Puchar Ameryki.

Zbudowano ich okolo 170, istnieje około 100, ścigało się osiem.

Trzy sympatyczne porty

 

W pierwszej rundzie plywania po Sundzie, obok Elsinore – Helsingöru oraz Snekkersten odwiedziłem trzy przystanie zawarte w locyjce “Sund”. Przypominam: bezpłatny skan dostępny jest na stronie SSI.
Te trzy przystanie to, w kolejności jak je odwiedzałem: Hornbæk, Gilleleje i Rungsted. Generalnie należy stwierdzić, że mimo upływu lat, opisy w “Sundzie” nie straciły na wartości.
Hornbæk to niewielka miejscowość, której największą zaletą są piękne plaże rozcìągające się tuż obok mariny z obu jej stron.

W samej miejscowości jest kilka sympatycznych knajpek i sklep sieci Netto, co pozwala uzupełnić zaopatrzenie.
Opis Jerzego Kulińskiego w “Sundzie” wydaje mi się nadal adekwatny. Miejsca na postój trzeba szukać przede wszystkim po lewej stronie, w ostateczności wciskając się do basenu wewnętrznego.
Na potwierdzenie zrzucam dla Czytelników zrzut z Navionicsa:

Kolejny port to Gilleleje. To port stanowiący punkt startowy z Sundu w Kattegat albo miejsce pierwszego oddechu przy wejściu w cieśninę od północy. Gdy spojrzymy na zrzut z Navionicsa zobaczymy porównując ze skanem “Sundu”, że w samym porcie przybyło stanowisk postojowych, jak zazwyczaj w Danii, w dalbach. Nie ma natomiast zmian w podejściu oraz generalnym układzie portu.

Przy okazji warto zaobserwować prostą sztukę hudrotechniczną Duńczyków. Porty mają coś w rodzaju awantportów. Akurat w Gilleleje jest on dość obszerny. Często bywają jednak ciasne i po za torem płytkie. Jednak ważny jest zarys falochronów i ich ukształtowanie: awantporcik jest po prostu tłumikiem fal. Za wewnętrzne główki wchodzi już niewiele. Porównajmy to choćby z Ustką albo Helem.

Gilleleje to nieco ponad sześciotysięczne miasteczko rybackie, piąty co do wielkości duńskii port rybacki. Z jakiegoś powodu okrzyknięte dwa lata temu najbardziej kreatywnym miastem w Danii.
Miasteczko jest kameralne, zabudowane tradycyjnymi domami rybackimi, dziś częściej zapewne pełniącymi funkcję rekreacyjną.
W samym porcie symbioza rybaków, stoczni, żeglarzy i wczasowiczów. Można

No i wreszcie Rungsted. Jedna z wielu marin położonych pomiędzy Kopenhagą, a Helsingörem.
Jak zobaczycie na zrzucie z Navionicsa nie da się dostrzec różnic w stosunku do opisu w “Sundzie”.

W tym miejscu jednak powiem słowo o jeszcze jednym utrudnieniu w pływaniu po tych wodach. Otóż miejscami pojawia sie dryfujące na powierzchni zielsko. Z upodobaniem wiesza sie na sterze i śrubie, TEQUILĘ potrafilo spowolnić o 2 węzły. Na szczęście łatwo się go pozbyć choćby wykonując zacieśnioną cyrkulację. No i łatwo omijać, przynajmiej w dzień i przy spokojnej wodzie jest dobrze widoczne.

Marina jest ogromna. Na wewnętrznym pirsie ciąg zatłoczonych restauracji, każdy znajdzie coś dla siebie. Tylko te duńskie ceny! Niestety także wielki parking, na którym młodzi (i nie tylko) Duńczycy lubią sobie przegazować silniki.

Sama miejscowość estetyczna jak to w Danii ale mnie osobiście nie zachwyciła. Formalnie jest to dzielnica miasteczka Hørsholm. Dla koneserów muzeum Karen Blixen.

Kolejnym etapem rejsu była Kopenhaga, cel wreszcie osiągnięty! Powstrzymam się od opisów, powiem tylko, że na postój wybraliśmy Langelinie, tuż koło syrenki. Syrenka okazała się kobietą!

Jeszcze kilka portów i rozpocznie się ostatni etap, powrót na rodzinne pielesze.

Helsingör – Elsinore

Jak Don Jorge pisze w locyjce “Sund” Helsingör jest miejscem nie do pominięcia. Nawiasem skan książki jest do pobrania tutaj.  Namawiam, róbcie to w domu, duńska sieć bywa słaba.
Duńczycy mają nieme pierwsze H oraz G w środku wyrazu, stąd też wymawiają tę nazwę jako ELSYNOR. Czytelnikom Szekspira coś to powie!

Podejście do Helsingör jest kumulacją tego wszystkiego, co w Sundzie trudne, szczególnie od południa.​ Don Jorge pisze o dużym ruchu. Wypada tylko potwierdzić,​ w niedzielę w trakcie kilku godzin popołudnia przeszły w obie strony cztery duże wycieczkowce oraz kilkanaście statków handlowych. Do tego szwedzki Coast Guard i, ciekawostka,​ ORP Poznań idący​ w stronę Skagerraku.
Dodajmy niepoliczalną ilość jachtów i motorówek.

Prawdziwym problemem jest jednak żegluga poprzeczna Elsinor – Helsinborg.​ Promy kursują co chwilę i nie ustępują ani na centymetr,​ jakby nie posiadały sterów.​ Trzeba naprawdę uważać,​ nawet dysponując odbiornikiem AIS lub radarem. Po prostu nie mamy żadnych praw.

Dodatkowo płynąc z północy trafiliśmy na przeciwny prąd, który spowalniał nas o dobre 1.5 węzła. A kotłowanina niedużej przecież fali na wysokości miasta oraz wiry na powierzchni wody mogły zaimponować. Chyba nie przypadkiem lokalesi plywają pod samym brzegiem, dużo szybciej od nas. Tyle, że przy mieście to nie pomaga.
Tak było przy poludniowo-wschodnim wietrze, zapewne przy kierunkach północnych wszystko się odwraca.
Kolejną “atrakcją” są sieci. Sporo czerwonych choragiewek, nie budzących zaufania, co do tego, co właściwie oznakowują, jeden z końców, oba, czy nic.
Widzieliśmy zresztą linię pływaków pod wodą (bardzo przejrzystą) BEZ ŻADNEGO OZNAKOWANIA.
Dopiero potem przyszedł kuter i umieścił JEDNĄ choragiewkę. Czy na końcu tej linii pływaków?

Jachty stają w zasadzie w Nordhavn. Podejście się nie zmieniło,​ uważajcie na prąd i sieci. Po za tym jest wygodne i osłonięte przy większości wiatrów.
Układ portu sie nie zmienił, przybylo trochę stanowisk postojowych. Najważniejszą nowością jest przedłużony pomost wzdłuż północnego falochronu, dedykowany dużym jachtom. Niemieckie źródło podaje, że postój tam wymaga uzgodnienia z hafenmeistrem. Problem w tym,​ że komunikujemy się wyłącznie z parkometrem, uwaga: nie przyjmuje gotówki.

Ważną zaletą portu jest rozmieszczenie łazienek w conajmniej 4 miejscach, a parkometrów w trzech.

Syrenki naszych czasów 

O Elsinore Don Jorge napisał sporo. Dodam tylko, że faktycznie jest to miasto urokliwe. Na zamku​ spędziłem 3 godziny, a możnaby więcej.
Za kolejnym razem obejrzałem interesujące muzeum morskie urządzone na terenach postoczniowych. I pomyśleć, że u nas niektórzy narzekają na szczecińską Łasztownię albo gdańskie Młode Miasto. Może marzy im się powrót do rubla transferowego?

Dawny latarniowiec Gedser Rev II

Płyńcie do Elsinore,​ warto.

Snekkersten

Dziś kilka słów o zakamarku nie opisanym chyba nigdzie przez Don Jorge.

Snekkersten to mała wioska (formalnie dzielnica Helsingöru) kilkanaście mil na północ od Kopenhagi, a okolo 2 mil przed zamkiem Kronborg, który jest tu najlepszym znakiem orientacyjnym.
Miejscowość ma XVI-wieczny rodowód, rozkwit przeżywała w latach powojennych, kiedy stała się ośrodkiem połowu tunczyka. Od lat 70. jest rekreacyjną dzielnicą Helsingöru. Miejscowość zabodowana niskimi, parterowymi lub piętrowymi domkami położona jest wzdłuż nadbrzeżnej drogi. Gdy wspiąć się na skarpę, trafiamy na linię kolejową z Kopenhagi i coś w rodzaju centrum. Jest nawet sklep Netto i FotexFOOD. Czynne codziennie, w niedzielę też! Dla leniwych dwie pizzerie z grillem.
Ciekawy jest rodowód nazwy: od długiej jak wąż łodzi Wikingów.
Nas interesuje najbardziej sam port. Ciągle jest to jeszcze port rybacki, jednak zdominowany przez jachty i lodzie rekreacyjne, w większości rezydenckie. Miejsc dla gości brak, trzeba polować na stanowisko zwolnione przez rezydenta i liczyć, że odwrócił na wyjściu tabliczkę na zieloną stronę.
Podejście jest proste, port dostępny z każdej strony.
Zielona tyczkowa pława tuż przed główkami wydaje się zbędna. W nocy oświetlona jest tylko lewa główka. Zaraz za nią trzeba skręcić wzdłuż falochronu w lewo.

Miejsca szukałbym przy wewnętrznym pirsie w prawo od pochylni, południowy basenik jest skrajnie ciasny. Zajrzałem tam najpierw i potem musiałem zawrócić mając około 11 metrów między silnikami zaparkowanych motorówek.

Porcik jako nastawiony na rezydentów ma ubożuchne sanitariaty: dwie kabiny WC. Zapewne w bydynku klubowym jest łazienka, lecz ze względu na porę nie byłem tego w stanie stwierdzić.

 

W samym porcie jest Cafe Vitus, de facto restauracyjka, stanowiska do oprawiania ryb, budynek klubowy ze świetlicą i wiatą.
Opłaty wnosi się poprzez wrzucenie odliczonej kwoty w kopercie do skrzynki. Do 9 m 130 DKr, od 9 do 13 m – 160. Prąd i woda w cenie.
Tuż przy porcie przystanek autobusu miejskiego. Linia łączy nadbrzeżne miejscowości z centrum Helsingör.
Zajrzyjcie do Snekkersten.

Falsterbokanalen

 

Dwudziestego sierpnia s/y „TEQUILA” ostatecznie ruszyła ze Świnoujścia w kierunku Danii. W ten sposób zakonczyło się dwu- i pół miesięczne preluduim do najdłuższego w historii rejsu KKAB (Kuźnica – Kopenhaga And Back. Swoją drogą, ciekawe czy Mr A. uzna to za rekord świata?).
Jazda była szybka. Krótki nocleg w Lohme (opisane w zeszłym roku) i następnego dnia wieczorem weszliśmy do kanału Falsterbo, czyli Falsterbokanalen.

9

Continue reading “Falsterbokanalen”

LETNIĄ PORĄ – tekst zamieszczony w SSI

Nie, nie obawiajcie się Czytelnicy! Nie zamierzam Was i Szanownego Gospodarza katować nowym cyklem tekstów. Do zimowego może powrócę zimą, a tymczasem takie małe przypomnienie i próba mobilizacji innych autorów.

Jestem w rejsie od końca maja. Pływam pośpiechem się brzydząc, często na „dieselgrocie”, bo zazwyczaj wieje słabo lub wcale, a jeśli już to „w twarz”. Wszystkie dostępne TEQUILI porty między Helem, a Dziwnowem odwiedziłem kilkakrotnie, podobnie z Zalewem Szczecińskim. Jak to było? „Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem”?!

Z dniem wypłynięcia przestawiłem wyłącznik w mózgu, odciąłem się od wszelkich wieści ze świata lądowego, trochę jak bym był na oceanie w czasach przedradiowych. Nawet SSI, wobec powszechnego ociągania się autorów, nie dostarcza mi nowości. Nie śledziłem też Grand Prix i innych zawodów żużlowych ani Tour de France! Taki reset mózgowego komputera.

Za to zmieniam załogi, jeszcze 3 zmiany z dwunastu są przede mną. To wielka wartość takiego pływania: ludzie. Poznawani lub ponownie spotykani na pokładzie oraz poznawani realnie (najczęściej wirtualnie się już znamy) i ponownie spotykani w portach. Każdy jest inny, każdy z innych stron, różne zawody, doświadczenia, światopoglądy. Fascynujące, uważniejszy ode mnie słuchacz i obserwator miałby materiał na niejeden ciekawy reportaż. Wszystkich łączy to samo zamiłowanie i podobne podejście do żeglarstwa.

Continue reading “LETNIĄ PORĄ – tekst zamieszczony w SSI”

Usedom

Usedom to niewielkie, zabytkowe miasteczko od południowej strony Uznamu. Wchodzi się z Małego Zalewu, nieźle oznakowanym torem przez Usedomer See.

Port do niedawno został całkowicie zburzony i zbudowany od nowa. Budowa właśnie się kończy, podobno ma być czynny od soboty.

Oto planik zaczerpnięty od kolegi z Sailforum:

Zajrzałem tam “Tequilą”, tor podejściowy ma głębokość nie mniej niż 1.8 m, sama marina zaprojektowana rozrzutnie. Stanowiska szerokie, y-bomy dlugie i nie toną pod ciężarem człowieka, z dużymi i gęsto rozmieszczonymi knagami. Za to postój longside przy podwojnej szerokości pomoście niewygodny: pachoły “co kilometr” , a pionowe odbojnice wystajace ponad pomost i zapraszające do cumowania wyposażono w coś w rodzaju przecinarek do cum.

Warto tam zajrzeć jeszcze w sierpniu.

 

 

Most w Wolinie – pułapka

Na Dziwnie w Wolinie są trzy mosty: stary drogowy, otwierany, nowy drogowy i kolejowy. Ten z dwóch jest niższy. Na moście i na mapie jest oznaczenie 12,4 m. Powinien być to prześwit przy średnim stanie wody. Stan wody na wodowskazie w Wolinie był 15 lipca 522 cm.
Mój maszt z wiatromierzem ma nieco ponad 11 m, nawet przy wysokim stanie wody powinno być kilkadziesiąt cm zapasu (zresztą pływam tu wielokrotnie, ostatnie dwa razy w drugiej polowie czerwca).
Powinno. Nie było!
Ktoś, zapewne kolejarze, powiesił sobie pod mostem rusztowanie.
Nikt, ani wykonawcy prac, ani Urząd Morski w Szczecinie ani BHMW, nie opublikował żadnej informacji ani nie wykonał żadnego oznakowania.
No i bum – mój wiatromierz smętnie wisi.
Natchmiast po zdarzeniu spowodowałem wywieszenie informacji w sąsiednich marinach i opublikowałem ją w Internecie. Gromadzę też dokumentację, by złożyć roszczenie.

Od Łeby do Kołobrzegu

Same dobre wrażenia. Bosmani marin życzliwi i uśmiechnięci, postoje wygodne, miasta piękne. 

Zgrzyt to zamknięte 20 godzin na dobę “szóstki”! Do tego rozporządzenie nakładające na MON obowiązek publikacji harmonogramu na cały rok jest nadal od 2015 roku nie wykonywane,

No a tempo zmian pogody może oszołomić.