17 grudnia

Czterdzieści dziewięć lat temu ekipa apodyktycznego i sklerotycznego starca, pełnego fobii, kompleksów i pogardy dla ludzi, tuż przed Bożym Narodzeniem wprowadziła szalone podwyżki cen, właściwie wszystkiego.  To spowodowało wybuch protestów w Polsce, szczególnie na całym Wybrzeżu. Polała się krew… Narodził się, jako działacz przyszły Przywódca wolnych Polaków, Lech Wałęsa.

Szczególną daninę krwi i cierpienia zapłaciła moja Gdynia. Miasto, gdzie przez kilka dni strajków i protestów ulicznych nie została rozbita ani jedna szyba, nie poleciał ani jeden kamień! To miasto komunistyczni prowokatorzy, dążący do władzy poprzez usunięcie za wszelką cenę komunistycznego dyktatora, wybrali na ofiarę bandyckiego spisku. 16 grudnia lokalny kacyk partyjny w pojednawczym przemówieniu telewizyjnym wezwał robotników do pracy. Uwierzyli. 17 grudnia  ci robotnicy idący do pracy zostali o szóstej rano powitani strzałami. Do zmroku trwało polowanie na ludzi na ulicach.

A oto montaż oryginalnych nagrań z tamtego dnia nadany 16 grudnia 2019 przez Radio Gdańsk (Materiały dźwiękowe zebrała Olga Zielińska. Techniczną stroną materiału zajmował się Piotr Jagielski – strona radiogdansk.pl)

Przypadkową ofiarą stał się także harcerz i żeglarz, uczeń technikum Staszek Sieradzan, który chciał iść do szkoły, widząc zamieszki, cofnął się do domu i został postrzelony od tyłu. Jedyna z ofiar, o której wiemy, że ksiądz w parafii mógł odprawić mszę pogrzebową. Dziś wiemy, że na to poważył się jego proboszcz i katecheta, który był agentem komunistycznej służby bezpieczeństwa. Mimo związku ołtarza z tronem, okazał się kapłanem i człowiekiem.

Krwawa prowokacja się powiodła w połowie. Gomułka upadł. Ale władzy nie zdobyli autorzy prowokacji, “narodowo-patriotyczna” ekipa Moczara. Wewnętrzna rywalizacja między spiskowcami skończyła się objęciem władzy przez niby technokratyczną i proeuropejska ekipę Gierka. Skąd współczesne pokolenie zna taki podział ról?

Pomógł w tym, Jaruzelski, zmieniając niespodzianie front i porzucając moczarowców, ten sam który potem, znów krwawo, został ostatnim dyktatorem komunistycznym tamtej epoki. Pozostawił nam w spadku nielicznych już, ale wiernych metodzie, wykonawców woli dyktatorów, ówczesnych i dzisiejszych. O tym memento będę pamiętał jutro i w najbliższych dniach. Nie pozwolę bezcześcić pamięci Staszka i innych zamordowanych.

Sukces Stowarzyszenia Armatorów Jachtowych

KOMUNIKAT RADY ARMATORSKIEJ STOWARZYSZENIA ARMATORÓW JACHTOWYCH

Niedawno kręgi żeglarskie obiegła wiadomość o skablowaniu linii energetycznych przecinających jezioro Płaskie w kompleksie Jezioraka. W ostatnich trzech latach Stowarzyszenie Armatorów Jachtowych intensywnie zabiegało o usunięcie niebezpiecznej zawalidrogi. Oto krótkie podsumowanie napisane przez Andrzeja “Murfela” Różyckiego, który pilotował temat z ramienia Rady Armatorskiej

]Napowietrzna linia energetyczna umieszczona nad przesmykiem jeziora Płaskiego w kompleksie jeziora Jeziorak ma długą historię. Po wypadku w roku 2004, w którym porażeniu  (na szczęście nie śmiertelnemu) uległa załoga jachtu, przeprowadzono w roku 2006 remont linii 15 kV osadzając ją wyżej, na 18-metrowych, drewnianych słupach, sprowadzonych z Finlandii – włącznie z kulami zaznaczającymi położenie przewodów. Wtedy linię tę, po pomiarach wysokości przewodów (16,3 m) oznakowano wysokością 14,0 m (znak E-2.

 Ponieważ odstępy między przęsłami  są w tym miejscu relatywnie duże – żeglarze mniejszych jachtów pływali, widząc mocno opadające przewody, wzdłuż południowego brzegu, a większe jachty już dalej się nie zapuszczały. W tym czasie, tj. w roku 2014,  żeglarze indywidualnie, zaczęli słać pisma do z wnioskami o przebudowę linii na wersję kablową. W tym samym roku, niejako jednocześnie ENERGA OPERATOR SA dokonała rewizji oficjalnego odstępu przewodów od powierzchni jeziora oznakowując jej wysokość na dużo niższym poziomie, tj.  na 12,4 m ! Czyli formalnie sytuacja powróciła prawie do punktu wyjścia, a żeglarze tym bardzie ograniczyli wpływanie na ten akwen.

W roku 2016 działania podjęło SAJ, który otrzymał obszerną odpowiedź i obietnicę jej przebudowy w roku 2017. W rezultacie inwestycja weszła do planu na rok 2018, ale z powodów już niezależnych od inwestora (skomplikowany zakres projektu, m.in. z powodu znalezionych artefaktów archeologicznych- linię kablową poprowadzono na głębokości aż 14 m), inwestycję zakończono w grudniu 2019 r.

Rada Armatorska wystosowała podziękowanie do inwestora: ENERGA OPERATOR Oddział w Olsztynie.

Rada Armatorska

A ja osobiście dziękuję serdecznie MURFELOWI za te kilka lat pracy!!

Dyskusja wokół Zimowej pory nr 70

Kilka dni temu opublikowałem kolejny felietonik z cyklu Zimową porą pod tytułem O wyższości tradycji nad technokracją ku mojemu miłemu zaskoczeniu wzbudził on polemikę. Oto ona:

PIERWSZY KOMENTARZ WOJTKA

Andrzej napisał o “logu burtowym” na Janku Krasickim, że “były nabite mosiężne blaszki. Dzieliła je odległość dokładnie 30 m.”  Nie odezwał bym się, gdyby nie użyte słowo “dokładnie”. Jakbym ja nabijał owe blaszki – odległość je dzieląca wynosiłaby raczej około 31 metrów, a DOKŁADNIE 30,867 m. Dlaczego tyle? Bo mila morska – jak słusznie zauważa Colonel – ma 1852 m, a nie 1800 m, a 1852 / 60 = 30,8(6). I tej długości linkę przygotowywałem dla “logu butelkowego” (wypełniona odą butelka na lince).
Błąd generowany przez złe rozmieszczenie znaczników to wprawdzie niecałe – 3%, ale wyeliminowanie każdego błędu wydaje się cenne (bo dochodziły jeszcze błędy paralaksy i pomiaru czasu). Co ciekawe w przypadku Krasickiego mniejszym błędem obarczone byłoby mierzenie na dystansie długości całkowitej kadłuba (31,3 m) – bo niecałe + 1,5%. Sądzę że blaszki były jednak w dobrej odległości, a legenda mówiła o 30 m, i tę wiedzę pamiętają żeglarze? A może nabijający blaszki nie wiedział co czyni? 🙂

Wojtek

KONTRA

DLA PRZYJACIÓŁ – APTEKARZY

Tak, pamiętam na pamięć przelicznik 0,514!

Ale proszę mi znaleźć kogoś, kto stosuje go przy logu burtowym! Ten kogo znajdziecie będzie NIEBEZPIECZNYM nawigatorem. Nie wiem, czy blaszki były w odstępie 30, czy 30,5 albo inaczej metrów. Wiem, że dzieliliśmy 60 przez czas. Oszacuj Wojtku ów błąd pomiaru czasu i para coś tam tego! A jeszcze powiedz, jak zapewnić, że prędkość chwilowa w momencie pomiaru jest akurat średnia dla okresu godziny, któremu ten pomiar przypiszemy!

A co do liczydła… Ja od 1973 posługiwałem się bardzo precyzyjnym suwakiem oraz kalkulatorkiem czterodziałaniowym, gdy w 1976 podjąłem pracę w stoczni, to liczydła (wyślizgane!) jeszcze były w użyciu, a ja wtedy już miałem kalkulator “z funkcjami”. Prywatny… ale wspierałem Ojczyznę Ludową czynem.  A co? “Cała Polska z nas się śmieje…!!!”

I to by było na tyle!

Andrzej

REKONTRA WOJTKA

Andrzeju – będę bronił swej “aptekarskości”… 🙂

Primo: przypominam, że gdyby nie użyte przez Ciebie “dokładnie” nie zabrałbym w dyskusji głosu!

I ja pamiętam, że wśród pytań na “rozbójnika” były i te o “tercję południkową”… 

Oczywiście do przeliczenia prędkości z węzłów na m/s wygodnie jest stosować przelicznik “dzielone na pół”.  Jednak do konstruowania przyrządu pomiarowego, mającego służyć latami (a więc do wykonania tysięcy pomiarów) odrobinę większa staranność wydaje się uzasadniona. A takim przyrządem była wycechowana na kadłubie Krasickiego odległość. 

Przeliczając cale na cm, możemy przyjąć, że mieści się ich w calu 2 i pół – bo łatwiej to w głowie porachować. Jednak chyba nie zaakceptowałbyś calówki sporządzonej w ten sposób (a błąd to tylko 1,6%)? Do niektórych obliczeń można przyjąć że godzina ma 3500 sekund (bo to okrąglejsza liczba). Gdybyś jednak dostał stoper sporządzony wg tego przelicznika – zapewne byś protestował? A błąd tu wynosi mniej niż 3%…

Stosowanie pewnych uproszczeń w każdej dziedzinie przynosi korzyści, jednak bezrefleksyjne ich używanie – już nie zawsze. Świadomość istnienia błędu i jego wielkości oraz umiejętność wyprowadzenia dokładnej wartości – to coś co odróżnia mistrza od czeladnika czy – jak kto woli – artystę od rzemieślnika.

Istnienie innych błędów (o których pisałem i które podałeś) niekoniecznie usprawiedliwia dopuszczanie kolejnych. Prawa Murphy’ego spowodują nieubłaganie, że błędy się zsumują, zamiast znieść…  Jakbyśmy te “trochę niedokładne” 30 metrów odmierzyli “trochę niedokładną” calówką a czas mierzyli “trochę niedokładnym” stoperem… różnice dojdą do 0,5 węzła. Niby niewiele… ale w dobie (dla ułatwienia dwudziestopięciogodzinnej :-))…

Akurat w przypadku Krasickiego (długość kadłuba 31,3 m) moim zdaniem głupotą byłoby poświęcanie czasu i energii (oraz niełatwo wtedy dostępnego mosiądzu) na sporządzenie logu burtowego z cechami w odległości 30,0 m. Bo, bez przytwierdzania nijakich blaszek, sam jego kadłub zapewniał większą dokładność, więc blaszki tylko “zepsuły(by)” ów naturalny log…

pozdrawiam Cię serdecznie – Wojtek

PS  Spróbuję zasłużyć na miano “aptekarza”:

Warto też wiedzieć, że 1852 metry to Międzynarodowa Mila Morska.

“Mila morska” bez przymiotnika to długość liniowa 1 minuty łuku przekroju południkowego elipsoidy ziemskiej na danej szerokości geograficznej (Ziemia nie jest kulą jak wiemy). Więc długość mili morskiej jest… zmienna wraz z szerokością i różna dla różnych elipsoid odniesienia. Dla elipsoidy WGS-84 (najpopularniejsza obecnie) długość mili morskiej wynosi od 1842,9 (biegun)  do 1861,6 (równik). Więc błąd wynikający ze stosowania uśrednionej 1852-metrowej mili morskiej – wyniesie maksymalnie 0,5%.

 

Wojownik VIII zakończył rejs.

Rafał Moszczyński wszedł do portu Stornoway w Irlandii. Przyczyną były problemy z autopilotem. Żeglarz stwierdziła jednak, że jacht jest niedostatecznie przygotowany, ma m.in. za dużego grota. Jacht pozostanie tam do wiosny, po czym po powrocie do kraju zostanie poddany poprawkom i ponownie wystartuje za rok.