TEQUILA 2020 dzień 101 i ostatni

2020-090-08 wtorek

Prognozy na kolejne dni są nieciekawe, rano przyjeżdża do Gdyni Grzegorz, decydujemy się wykorzystać baksztagowy wiatr, który ma rosnąć i przeskoczyć do Kuźnicy. Jazda na samym foku jest piękna. Po drodze mijamy zakotwiczony  “Dar Młodzieży”, “Generała Zaruskiego” pod żaglami, a gdzieś przed dziobem kręci się ORP “Orzeł”. Po szybkim przelocie cumujemy do jachtu kolegi i dopiero wtedy doceniamy siłę wiatru. Zamiast zapowiadanych szkwałów do 25 węzłów wieje chwilami, według mojej oceny, zdrowa ósemka. (Faktycznie potem gdzieś czytałem, że koledzy zmierzyli i ponad 40 węzłów). Sześć cum, wszystkie odbijacze i stoimy. Rejs zakończony. 

Za rufą została wzburzona załoga i wspomnienia…

Przez TEQUILĘ przewinęło się 18 osób, w tym część absolutnych debiutantów, byli tez tacy, których nigdy wcześniej nie spotkałem. Eksperyment raz jeszcze się powiódł, wszyscy okazali po prostu się dobrym towarzystwem. Cieszyli się żeglowaniem, wpisywali w rutynę mojego żeglowania i mieli coś ciekawego do opowiedzenia. Och… i oczywiście cierpliwość do wysłuchiwania mojego gadania!

Poza kilkoma przystaniami na ul. Przestrzennej na Dąbiu oraz Kamminke  i Świnoujściem na Uznamie oraz Sopotem byłem we wszystkich portach i przystaniach na zachód od Górek Zachodnich. Oczywiście tych dostępnych dla jachtu o zanurzeniu 1,5 m. Zebrałem trochę obserwacji, niestety część z nich nie jest optymistyczna. Znów spotkałem wielu przyjaciół, dawnych i nowych, mnóstwo życzliwości i pomocy.

Tegoroczny program powrotu do Danii i eksploracji szwedzkiej strony Sundu musi zostać odłożony do przyszłego roku…. o ile znów nas nie spotkają idiotyczne ograniczenia biurokratyczne. I od razu uwaga: nie jestem zwolennikiem płaskiej Ziemi, twierdzę tylko, że rządy różnych krajów, w tym szczególnie rząd niełaskawie nam panujący zachowały się właśnie tak, jak napisałem: idiotycznie i biurokratycznie. Było o tym w relacji na bieżąco, więc dosyć na tym teraz.

 

A żebyście nie myśleli, że mam dość, to powiem tylko tyle: piszę to w trakcie wielodniowej włóczęgi po Zatoce. Byłem nawet – pierwszy raz wodą – w sympatycznym i wygodnym Błotniku.

RELACJA DZIEŃ PO DNIU