Stójkowy, czy opiekun?

Doświadczenie z dziesiątków wizyt w polskich portach jest pod jednym względem jednoznacznie pozytywne. LUDZIE SĄ W PORZĄDKU.

Pracownicy administracji morskiej, czyli bosmani portów, są przede wszystkim życzliwi żeglarzom. Przesadne ingerencje pod szyldem “bezpieczeństwo” lub okazywanie przewagi władzy, to sytuacje naprawdę wyjątkowe. Podobnie bosmani marin, czasem ich świadomość obowiązków bosmana jest niezbyt wielka, niezwykle rzadko jednak zdarza się brak dobrej woli – twierdzę, że zazwyczaj wywołany przez nieuprzejmość lub wręcz chamstwo żeglarzy. A więc ogólna recenzja jest pozytywna.

Nie wszystko jednak jest idealnie. Jak wspomniałem, bywa, że personel portu nie do końca ma świadomość, jak marina powinna działać. Tak to było:

Wchodziłem sobie solo do mariny, którą lubię bardzo i w której bywam kilka razy w roku. Staję zawsze w tym samym rejonie, w pobliżu budynku łazienek i w zasięgu wi-fi. Alternatywą jest postój na peryferiach rozległej mariny, daleko od łazienek i w miejscu mocno “zakomarzonym”. Na główce umieszczono napis, by kontaktować się z bosmanem mariny na wskazanym kanale VHF albo pod numerem komórkowym. Nie czynię tego, nie chcąc zostać odesłany na wspomniane peryferie. Ponieważ w marinie, jak rzadko w Polsce, funkcjonuje system czerwone-zielone, to jestem w stanie wybrać wolne miejsce, o wielkości dostosowanej do długości mojego jachtu. Tak było i tym razem.

Po zacumowaniu poszedłem do biura opłacić postój. Sympatyczna panienka sprawnie odnalazła jacht w komputerze, wpisała datę, poprzedni i następny port, liczbę osób… W tym momencie odzywa się siedzący z tyłu PAN:

– O! Kolejny, który się nie zgłosił…

– Nie, w hałasie silnika i w trakcie manewrów trudno mi się bawić – i wróciłem do przerwanej rozmowy z panienką.

PAN jednak nie przestał, coś tam mówił, nie słuchałem zbyt uważnie, będąc zajęty płatnością. W pewnej chwili jednak PAN stwierdził, że będę musiał się przestawić na drugą stronę wytyku. Odparłem, że tam jest czerwona tabliczka, a ja stanąłem na zielonej. Riposta mnie osłabiła, mówiąc młodzieżowo:

– Bo wiem pan, u nas jest jak w prawie o ruchu drogowym: są znaki poziome, znaki pionowe, światła czerwone i zielone ale najważniejszy jest policjant.

Wykazałem się niepełnym refleksem:

– Czuje się pan policjantem? Współczuję w dzisiejszych czasach! – panienka ryknęła śmiechem, a ja niestety nie dodałem, że policjant, jak reguluje ruchem, to podnosi d… zza biurka i idzie machać łapkami.

No cóż, sprowokowany incydentem, zacząłem się przyglądać pracy mariny. Pierwsza obserwacja była taka, że na wytykach leżą zwały guana kaczego i mewiego. Pytanie, czy “PAN (policjant)” nie mógłby się pofatygować raz na tydzień z karcherem albo szlauchem i szczotką, a jeśli nie mógłby osobiście, to chociaż wydelegować innego pracownika? Obserwacja kolejna, to motorówki i skutery robiące falę w porcie. A może “PAN (policjant)” mógłby pofatygować się i zwrócić uwagę chuliganom albo pogadać z firmami wypożyczającymi sprzęt. A może chociaż poprosić o interwencję swojego dyrektora, o ile on sam nie jest dyrektorem. W łazienkach 1/4 kabin prysznicowych (czyli jedna), i analogicznie pisuarów, jest od zeszłego roku nieczynna, z kartkami o stosownej treści. A może “PAN (policjant)” mógłby podnieść d… ze stołka i naprawić albo poprosić o stosowną decyzję swojego dyrektora, o ile on sam nie jest dyrektorem.

No i na koniec sekwencja smaczna. Jak wiadomo rankiem w dużej marinie może pojawiać się okresowo tłok w łazienkach. Szczególnie obciążona, według mojej obserwacji, jest pora od 0730 do 0800 (“Godzina zero – osiemset” było w kultowym filmie o Królowym Moście). I oto prysznice męskie są o tej porze sprzątane przez panią. Oznacza to zmniejszenie potencjału już do połowy kabin i dodatkową kolejkę. Oznacza to też, że nadzy faceci paradują przy pani, aby wrzucić monetę do automatu. Kolejnego dnia dokonałem obserwacji: pani sprząta kolejno od wejścia do budynku – najpierw kuchenkę i zmywak naczyń (do południa pusty zupełnie), potem korytarz, około 0700 łazienkę damską (mniej zatłoczoną, bo pań jednak w marinie mniej, a może i awarii nie ma) i od 0730 męską. No cóż, może pani lubi podziwiać męskie tyłki i przodki… Bardziej jednak prawdopodobne, że “PAN (policjant)” nie pofatygował się nauczyć jej organizacji pracy, ani jego dyrektor, o ile on sam nie jest dyrektorem.

Jaki stąd morał? Może taki, że w marinach nie potrzeba policjantów, a raczej zwykłych bosmanów. Zaś o ich kwalifikacje powinien zadbać ich dyrektor, szef portu, czy jak go tam zwał. Jeśli takowy nie jest żeglarzem, to naprawdę da się znaleźć żeglarza, który nauczy bosmanów jednego węzła cumowniczego, podstaw pracy cumami i odbijaczami. A organizację pracy dyrektor, szef portu, czy jak go tam zwał, powinien z definicji mieć w małym paluszku.