TEQUILA 2020 – dni 80 do 84

2020-08-19 środa do 2020-08-23 niedziela

Pięć dni upalnych. Po dobowym oczekiwaniu w Łebie na spóźnioną załogantkę (wraca na cztery dni Mariola) ruszam do Ustki, Darłówka i z powrotem. Cztery dni plażowej żeglugi, z przerywnikiem przedpołudniową ulewę właśnie w Darłówku. “Szwagier” spisuje się znakomicie, nawet na sporej fordewindowej fali, można sobie pozwalać na korzystanie z ostatnich dni lata. Z prognoz wynika, że koniec sierpnia będzie paradą kilku kolejnych niżów. To taka tradycja “bartłomiejowego sztormu” – zawsze około 24 sierpnia (św. Bartłomieja) nadchodzi pierwszy jesienny albo ostatni letni sztorm, a co najmniej załamanie pogody. Sprawdza się niemal co roku.

W Darłówku pustki w marinie. Jesteśmy jedynym jachtem gościnnym. Opiekuńczy bosman powierza nam kilka kluczy do budynku, na wypadek, gdyby w nocy wszedł jakiś jacht. Niepotrzebnie: nikt się nie pojawia. W trakcie spaceru po mieście czynimy obserwacje socjologiczne, porównując wczasowiczów z Darłówka i Ustki. W Darłówku jest wyraźnie wyższy procent patologicznych grubasów, nawet młodych i bardzo młodych osób. Także bardziej niechlujnie ubranych, mniej modnych i chyba bardziej hałaśliwych i tłoczących się przy kramach i smażalniach. Czy to coś znaczy? Wieczór w Darłówku jest upalny, jeszcze po północy temperatura przekracza 25 stopni. Po krótkiej probie tańców na betonie przy knajpce nad kanałem portowym rezygnujemy. I po co ta sukienka?! Lepszy zimny drink w znanym mi z poprzedniej wizyty barze. Dużo lepszy.

Przy wyjściu usiłuję zrobić zdjęcie “Zjawy IV” oczekującej na remont. Efekt mierny ale dla dokumentacji zamieszczam.

Przejście do Ustki po przedpołudniowej ulewie to bajeczna zmiana pogody na coraz bardziej słoneczną, ukoronowana zachodem słońca w morzu. Jarosławiec z bliska też wart obejrzenia.

 

W Ustce gościnność bosmanów zasługuje na specjalne podkreślenie. Raz jeszcze serdeczne podziękowania na ręce szefa Huberta Bierndgarskiego! Zachwycają, jak zwykle, odrestaurowane domki. Z punktu widzenia turysty rewitalizacja starej Ustki to pełny sukces.

Ostatni dzień to słoneczna, szalona jazda do Łeby, fordewindem na zrolowanym do połowy foku. Autopilot tylko raz przez całą trasę nie daje rady, wywozi jacht do półwiatru, zaczyna protestować, a plażowicze dostają zimny prysznic w pół burty. Przywrócenie zimą przez “Eljacht” ustawień fabrycznych owocuje pozytywnie.

 

W Łebie zastajemy istny zlot jachtów armatorów – członków SAJ: jest na sześciu! Po wyjeździe Marioli wsiądzie tu Jacenty, z którym pływamy na TEQUILI od pierwszego sezonu. To będzie już ostatni etap, a także czas na refleksje, zaczyna mi się układać tekst, który niekoniecznie się spodoba części Czytelników. Ale o tym we wrześniu.

RELACJA DZIEŃ PO DNIU