Ucieczka z miejsca wypadku?

Za Facebookiem, Dariusz Nazarewski:

Dziś mamy taka nieprzyjemną sytuację. Braliśmy udział w regatach o Błękitną Wstęgę Zatoki Gdańskie na Albatrosie 4.30. W czasie wyścigu gdy byliśmy na prawym halsie staranowała nas Delphia myślę że 45 albo 47. W zasadzie przeszliśmy mu już przed dziobem ale on zamiast jeszcze odpaść wyostrzył i przywalił na w sam środek łódki. miażdżąc burtę pokład i kawałek dna. Wywrócił nas i obaj ze sternikiem znaleźliśmy sie w wodzie pod grotem. Zanim wypłynęliśmy na powierzchnie Delphia była już kilkadziesiąt metrów dalej i nawet NIKT NIE ZAPYTAŁ SIĘ CZY NIC NIKOMU SIĘ NIE STAŁO i popłynęła sobie dalej. To nie był jacht biorący udział w regatach. A być może żyjemy tylko dlatego że Albatros ma kilka niezależnych komór wypornościowych i nie zatonął. Zachodzę tylko w głowę jak można być takim parszywym gnojem żeby przejechać inną łódkę na morzu przy silnym wietrze i fali 1,5m i nie udzielić pomocy tylko uciec. Jakim trzeba być palantem i tchórzem, a może kapitan i załoga byli ostro nawaleni. Ja tego nie odpuszczę i użyje wszelkich możliwych sposobów żeby namierzyć tego gnoja i postawić go przed sądem za spowodowanie wypadku na morzu i ucieczce z miejsca zdarzenia i nieudzielenie pomocy. Daje Wam ( całej załodze ) tydzień na zgłoszenie się. W przeciwnym razie zgłoszę sprawę do prokuratora. Nie ma nie wiadomo ile jachtów typu Delphia a jeszcze niej zawijało dziś do portów w Polsce. Mamy tez ślady żelkotu na naszym jachcie więc da się ustalić sprawcę.