Po Bitwie o Gotland

 

 

 

Zakończyły się regaty Bitwa o Gotland. Do mety dopłynęły tylko 3 jachty z dwudziestu: Zenon Jankowski “Oceanna”, Aleksandra B. Emche “Mokotów” i Paweł Biały na czarterowek “Delphii III”. Ryszard Drzymalski po poważnej kontuzji został ewakuowany przez statek SAR, a jego “Konsal 3” opuszczony sztrandował na wybrzeżu litewskim.

Oczywiście przebieg regat wzbudził dyskusje, w tym jak zwykle pojawiły się postulaty ograniczenia wolności żeglowania. Odpowiedzią może być tekst uczestniczki regat,  która zresztą podjęła decyzję o wycofaniu się. Uczyniła tak, mimo iż startowała na oceanicznym jachcie,  sprawdzonym na Poludniowym Oceanie, uczyniła tak podobnie jak Joanna Pajkowska, przygotowujący sie do rejsu non-stop dookola świata  Rafał Moszczyński albo odbywający kwalifikacje do OSTAR Jacek Chabowski.

Oto głos Honoraty Wąsowicz:

NIE ZMIENIAJCIE NAM BITWY W SPACEREK PO PARKU

To, co w ostatnich dniach wydarzyło się na Bałtyku, wywołuje falę dyskusji w sieci. Że skoro było wiadomo, jak trudne warunki nadchodzą, to że trzeba było regaty odwołać/przesunąć. Że po co ryzykować. Że przez brawurę dochodzi do wypadków. Że niepotrzebne narażanie zawodników, pracowników SAR itp. Itd. Że organizatorzy są nieodpowiedzialni, bardziej przejmują się harmonogramem niż bezpieczeństwem etc.

Wypowiadają się oczywiście kanapowcy (jak zawsze, ale to bez znaczenia, więc nie do nich kieruję swoje słowa), ale też mnóstwo osób ze środowiska żeglarskiego, które bardziej wie co i jak.

Jako jedna z uczestniczek powiem Wam Szanowni Koledzy i Koleżanki Żeglarze tak – NIE ZMIENIAJCIE NAM BITWY W SPACEREK PO PARKU. My nie chcemy, żeby ktoś nam przesuwał start, bo będzie trochę trudno. Prognozy nie były na 12B, tylko 7-8 + porywy. Gdyby były na 10-12B, start NA PEWNO byłby przesunięty. Znamy takie decyzje z historii.
Ja w gronie zawodników Bitwy jestem jedną z najmniej doświadczonych, a i tak uważam, że formuła tych regat właśnie taka ma być. Nie oczekuję, że ktoś będzie dbał o moje bezpieczeństwo bardziej niż ja sama. To moje życie, moje decyzje, moje przygotowania, wybory. Ma być trudno, a ocena własnych możliwości w obliczu warunków danego roku, jest częścią zawodów. Decyzja, czy startuję, czy nie – już sama w sobie jest elementem wyścigu. Co roku jest mnóstwo wycofań. Spójrzcie na statystyki – mało kto ma same finisze na koncie. A są i tacy, którzy ani razu mety nie osiągnęli mimo kilku prób. I TAK MA BYĆ!

Czy jachty były przygotowane do takich warunków? Oczywiście, że były. A jeśli po 50 czy 100 milach ktoś poczuł, że jednak nie – to zawrócił. Proste. Ci, co popłynęli dalej czuli, że dadzą radę. Zarówno jacht, jak i oni sami. A wypadki i usterki – zdarzały się i zdarzać się będą. Fały się blokują, żagle drą, a złamać rękę przy niekontrolowanej rufie można nawet w czarterze na Morzu Śródziemnym. Zauważcie też, że oprócz rannego Ryśka, każdy mimo usterek radzi sobie skutecznie sam i bezpiecznie zawija do portu schronienia.

Zapowiadane warunki nie przekraczały możliwości jachtów i ludzi. A że jest trudno? Właśnie dlatego te regaty nazywają się: „Wielka Żeglarska Bitwa o Gotland”, a nie „O puchar prezesa…” jak to ładnie ujął jeden z zawodników (Andrzej Kopytko, który nota bene na 4 starty ukończył 2). I TAK MA BYĆ!
Można było nie wystartować, można było wystartować później (regulamin nie zabrania, linia startu i mety nie są zamykane), można tez zawrócić. I wiele z nas z tych opcji skorzystało. Nawet tak doświadczeni, jak Asia Pajkowska, która realnie oceniła zachowanie jachtu, warunki, i mimo dodatkowego obciążenia sławą jako jedna z pierwszych zrezygnowała z dalszej żeglugi.

Na koniec przytoczę fakt, że w bodajże najtrudniejszych regatach na świecie – Golden Globe Race, które wskrzeszono dwa lata temu, a kolejna edycja jest planowana na rok 2022, właśnie złagodzono przepisy i wymagania odnośnie kontroli i sprzętu sztormowego, jakie ma mieć jacht. Organizatorzy piszą tak: ” In relation to storm tactics and equipment to use like Drogues, no individual or expert exists with a sure solution, or the ultimate answer. Every boat, storm, wave pattern and situation is different, so we will NOT regulate what entrants must do, or should have. Like all good sailors, we keep discussing it, learning and researching, then make our own decisions and face our own destiny. Their life is in their hands. If there is one thing all entrants are very aware of and serious about, it is how they plan to survive the Southern Ocean. They do not need us to tell them and we don’t have a guarantee to give.” (więcej tutaj https://goldengloberace.com/independent-media-report-values-coverage-of-the-2018-ggr-at-185m/)
Oni swoje przepisy złagodzili, a podczas GGR wydarzyło się dużo więcej niż złamana ręka i utracony
Na fotografii Zimorodek na starcie BoG zarefowany po zęby. Za startem dołożyłam drugi ref na bezanie, a za Helem zrzuciłam grota. W odwodzie jeszcze fok sztormowy sklarowany na baby sztagu. I tak przygotowani czekaliśmy z Zimorodkiem na te 40-50kn.

Zdjęcie – Cezary Spigarski, Oficyna Morska