Stowarzyszenie Armatorów Jachtowych po wyborach

W sobotę 9 marca w Gdański odbyło się Walne Zebranie Sprawozdawczo-wyborcze członków SAJ. Udzielono absolutorium Radzie Armatorskiej za miniony rok i wybrano  organy Stowarzyszenia na następne trzy lata.

W wyborach ponownie wybrano dotychczasowy skład Rady Armatorskiej:

    • Piotr Kubczak
    • Jerzy Makieła
  •                     Wlodzimierz Ring
      Andrzej Remiszewski
    • Jaromir Rowiński
    • Andrzej Różycki
    • Jan Waloch
  •                  Eugeniusz Ziółkowski

Wybrano także w dotychczasowym składzie Komisję Rewizyjną:

    • Henryk Brylski
    • Andrzej Dziewulski
  •                 Katarzyna Rembarz

Rada Armatorska ukonstytuowała się:

Prezes Andrzej Remiszewski

Wiceprezes Włodzimierz Ring

Skarbnik Jan Waloch

Stowarzyszenie Armatorów Jachtowych istnieje już prawie 28 lat. Pomysłodawcą był Jerzy Kuliński. Członkowie-założyciele podjęli wtedy pierwszą próbę zorganizowanego buntu przeciw pochodzącym z poprzedniej epoki ograniczeniom administracyjnym. Niektóre z nich sięgały rodowodem jeszcze stalinizmu. Niestety, wtedy ci, którzy powinni reprezentować interesy żeglarzy, woleli wówczas dbać o swoje własne interesy. Początki SAJ giną w pomroce dziejów. Czasy nie sprzyjały tworzeniu archiwów, na stronie SAJ można przeczytać, te informacje, które udało się odtworzyć kilka lat temu. Faktycznie działalność SAJ zamarła wkrótce po jego rejestracji. W końcu, już w tym stuleciu, udało się SAJ reaktywować, znów dzięki inicjatywie Jerzego Kulińskiego, do czego trzeba było użyć drogi sądowej. Zaczęła się realna działalność.

Początkowo SAJ koncentrował się wyłącznie na walce z absurdami biurokracji i restrykcyjnymi przepisami. Wyglądało to trochę jak walka z wiatrakami (bez aluzji do współczesności), w końcu jednak Stowarzyszenie zdobyło na tyle autorytet, że zaczęło być uznawana przez administrację za partnera, a co najmniej rozmówcę, którego nie można pominąć.

W tym zakresie Rada Armatorska opiniowała projekty wielu aktów prawnych, zgłaszała postulaty zmierzające do wprowadzenia normalności znanej z innych krajów bałtyckich. Najwięcej emocji budziły oczywiście obowiązkowe patenty. Tu udało się, we współpracy z innymi stowarzyszeniami znakomicie poszerzyć zakres bezpatencia. Była też w obróbce ustawa o sporcie, ustawa o bezpieczeństwie morskim, o żegludze śródlądowej. Były rozporządzenia o inspekcjach, wyposażeniu jachtów morskich. SAJ starał się o poprawienie przepisów portowych i pełne zastosowanie zasad dotyczących poruszania się w strefie Schengen (kto dziś pamięta kontrole graniczne przy każdym wyjściu w morze, oraz o zaprzestanie szczegółowych odpytywanek radiowych o dane osobowe przez bosmanów portów.

Biurokracja jest jak hydra. Co jakiś czas urzędnicy próbują znów zwiększyć zakres rygorów ograniczających wolność żeglowania. Oczywiście zawsze czynią to pod szyldem dbałości o interesy żeglarzy. Nie chcą rozumieć, że żeglarze najlepiej zadbają sami o siebie. „Broń nas Panie Boże pod przyjaciół, bo z wrogami sobie sam poradzę”! Ostatnim takim pomysłem jest powrót do obowiązku rejestracji śródlądowych jachtów o długości ponad 7,5 metra. A może by tak rejestrować po nazwisku autorów takich pomysłów?!

Patent żeglarz pełnomorski „robi” tylko raz. Rejestruje jacht armator i też tylko raz. Odpytywanki w porcie przerabia podczas wejścia do niego. Za to pływa sie i stoi w portach ciągle. Dlatego niemniej ważne lub nawet ważniejsze są warunki stwarzane żeglarzom przez instytucje lądowe. Poprawne oznakowanie nawigacyjne, bezpieczny postój, dostęp do podstawowych usług: prąd, woda, łazienka, WC. Coraz większym problemem jest brak miejsc do postoju w marinach. Tym wszystkim żadna organizacja po za SAJ się nie zajmuje.

SAJ stara się także dbać o bezpieczeństwo żeglarzy. Nie poprzez wydawania wielopiętrowych i zagmatwanych przepisów, lecz poprzez interweniowanie w sprawach niecierpiących zwłoki. Wszyscy wiedzą o kłopotach z ilością i jakością śmigłowców SAR. To stały temat – niestety mimo rozpętania sporego zainteresowania mediów, odpowiedzialne za nie Ministerstwo Obrony Narodowej jest jak gumowa albo teflonowa ściana. Mniej znane są zabiegi o ukrycie pod dnem lub też podniesienie i poprawne oznakowani linii energetycznych na śródlądowych szlakach wodnych.

Od czasu do czasu Rada Armatorska organizuje też spotkania, nazwane „Wieczorami Czwartkowymi”. Prelegentami są doświadczeni żeglarze ale i zawodowcy. Przypomnę lotnika-ratownika ze śmigłowców i Dyrektora SAR.

Członkowie SAJ nagradzają też żeglarzy, których żeglowania i działalność uznają za wzorzec godny naśladowania. Nie chodzi o tak nowomodne promowani rekordów, wyczynów, wyścigu pieniędzy, tylko  zwyczajnej-niezwyczajnej, pożytecznej normalności. Nagroda Honorowa SAJ przyznawana jest raz do roku i tylko jednej osobie.

Stowarzyszenie współpracuje z innymi organizacjami, a ostatnio (po zmianach kadrowych tam) także z Polskim Związkiem Żeglarskim, co przynosi już namacalne efekty. W jedności siła! 

SAJ jest doceniany, świadczy o tym czterokrotny wzrost liczby członków w ciągu ostatnich 10 lat. Wciąż jednak to mało! Dlatego wydrukujcie sobie ze strony www.saj.org.pl deklarację członkowską, wypełnijcie i wyślijcie. Na 5 złotych składki miesięcznie chyba Was stać!

No właśnie, setki członków, a ile płaci składkę? Może warto zrobić stałe zlecenie w banku, jeśli pamięć zawodzi?