Moje “ŻAGLE”

“ŻAGLE” obchodzą w tym roku 60-lecie! To wspaniałe, w tak burzliwych i pełnych przełomów czasach przetrwać tyle pokoleń.

 W najnowszym, podwójnym, “targowym” numerze znajduje się moje osobiste wspomnienie, które zamieszczam poniżej, z gratulacjami i podziękowaniami na ręce Naczelnego, Waldka Heflicha::

A tak się zaczęło

„ŻAGLE” towarzyszą mojemu życiu od zawsze. Pierwszych lat nie pamiętam, byłem dzieckiem w początkach szkoły podstawowej. Ale mniej więcej od chwili kiedy miałem 10 lat zacząłem je czytać regularnie. Jako JEDYNE pismo żeglarskie w Polsce „ŻAGLE” były zaczytywane przez nas od końca do końca, literka po literce, a potem zbierane przeze mnie skrupulatnie, z tym że byłem jedynym w rodzinie wracającym, czasem wielokrotnie do poprzednich numerów. To archiwum mam do dziś, choć aktualnie trudno mi sie do niego dobrać ze względów „logistycznych”, tylko nielicznych numerów sprzed roku 1990 nie posiadam.

„ŻAGLE” były lufcikiem na świat. Dziś te marne kilkanaście czarno-białych stron, na kiepskim papierze, wydaje się zgrzebne. A do tego śmieszy poradami rodem ze Słodowego, oficjalnymi komunikatami „władzy żeglarskiej” i chwaleniem sie sukcesami w rodzaju 26 miejsca jedynego Polaka na międzynarodowych zawodach.

Niesłusznie! To nie „ŻAGLE” były takie, to rzeczywistość, w której takie pisemko, wydawane po wielomiesięcznym cyklu przygotowań, o podłej jakości technicznej i skromne objętościowo, było CZYMŚ. Było sygnałem wolności! Tamtej ekipie: Polskiego Związku Żeglarskiego i Redakcji należy się za to cześć i dobra pamięć.

Potem nastąpiła dekada lat 90, wolność, zniesienie cenzury, wolny rynek. Dla mnie był to okres bez żeglarstwa, trzeba było robić rewolucję w Polsce. Wróciłem do regularnej lektury i regularnego żeglowania w obecnym tysiącleciu i znów zbieram wszystkie numery. Znów oczekuję na przedostatni dzień miesiąca, kiedy w moim kiosku powinno pojawić się kolejne wydanie. Mam do dyspozycji i portal Wasz internetowy!

Tak wiem, dla malkontentów jest „za dużo reklam”. Jest mnóstwo „mototutkach”. Jest za mało artykułów przeglądowych. „ŻAGLE” jednak trwają na przekór wolnorynkowym turbulencjom, mimo biznesowych oczekiwań właścicieli i reklamodawców, mimo krytyki na nie spadającej. Trwają dzięki ciężkiej pracy Redakcji i Wydawcy, dzięki wiernym Czytelnikom! Za to Wam dziękuję.

Dziękuję Wam także za rozsądne promowania zdroworozsądkowej wolności żeglowania, pływania przyjemnościowego, zwykłych żeglarzy w zwykłych rejsach na niedużych łódkach.

Nie wyobrażam sobie życia bez „ŻAGLI”. Życzy się chyba „100 lat”, to za mało! 1000 lat!!! Bądźcie z nami!