Wspomnienie o Teresie Remiszewskiej

Na dzień przed 94 rocznicą urodzin Teresy Remiszewskiej przypominam podcast Magdy Świerczyńskiej-Dolot:

https://m.soundcloud.com/user-331412619/pionierki-odc-2?fbclid=IwAR25KiT_YMs4b8xyrlwoifBSS607UWfRzFU2I63PdcG7PkMhIwKt2Mnrus0

a dziś o 1800 w Internetowym Radio Danielka przy szantach wspomina Ją wnuczka, kpt. Katarzyna Taborek. Powtórka 22 czerwca o 2100.  Szukajcie w guglach wpisując nazwę radia. 

 

 

 

REJS 2021 – 2

Włóczę się po Zatoce. Znów nie mogę nie pochwalić marin, Cesarskiej w Gdańsku i Yacht Park w Gdyni.  Miło, komfortowo i przyjaźnie. Yacht Park dotyczy jedna nowość: pojawił się sklep spożywczy w apartamentowcu obok.

Także w Helu tradycyjnie jest sympatycznie, a do tego nareszcie dobra wiadomość:

W HELU ZMIANA NA LEPSZE

Po pokonaniu wielu trudności (covidowych i finansowych) doczekaliśmy się porządnych łazienek w marinie helskiej. Urządzono je w miejsce niewydarzonej gastronomii na parterze “jaja”. Testowałem pierwszego dnia.
Są estetyczne, wygodne, w miarę nowoczesne (oświetlenie uruchamiane czujnikiem ruchu).
Po zakończeniu wszystkich prac i zamknięciu dostępu na piętro, drzwi będzie na kod, który otrzymamy podczas opłacania postoju.
Przy wejściu stoi automat wydający żetony na prysznic (aż 10 zł ale przy inflacji już trwającej i spodziewanej, nie ma wyjścia). Automat przyjmuje monety, banknoty 10 i 20 zł. Uwaga: nie wydaje reszty. Można też płacić kartą wsuwaną lub na dotyk.

Instrukcje są przejrzyste, przydałaby się jeszcze wersja angielska, a może i niemiecka.Prysznice są łatwe w obsłudze: wybór kabiny, żeton, zatwierdzenie. Czas lania wody 5 minut, można przerywać przyciskiem Start-Stop ale łącznie w ciągu 10 minut. Ostatnia minuta jest sygnalizowana.


Jest sporo haczyków, wnęka na odzież z półeczkami. Łyżeczka dziegdziu: zgodnie z Ogólną i szczególną teorią pryszniców Remiszewskiego coś musi być źle. W tym przypadku nie da się uniknąć zachlapania odzieży powieszonej we wnece, strumień wody rozbijany o kąpiącego się zamoczy niemal wszystko. Może rozwiazaniem byłaby folia (nie siegająca podłogi, żeby nie gniła) oddzielająca przedsionek od strumienia wody? Albo dodatkowy haczyk na zewnatrz drzwi, kurtka w zimny dzień mogłaby tam pozostać, pozwalając resztę ukryć we wnęce.
Starszemu panu przydałby się jakiś taboret do wkładania spodni.
Jak rzadko w Polsce prysznice wyposażono w gumę do ściągania wody z podłogi. To daje szansę na zrobienie przez nas porządku po sobie. Szkoda, że guma haczy o nierówności fugowania płytek.
Reasumując: wygoda postoju w Helu znakomicie się poprawiła. Pani Prezes i Kierownikowi portu serdecznie dziękuję i gratuluję.

EDIT: zamek z kodem już działa. Pojawią się instrukcje po angielsku i niemiecku. 

Rejs 2021

Zima 2021 była trudna. Także przygotowania do sezonu szły ciężko. Na szczęście chyba wszystko udało się dopiąć. W Boże Ciało odbyłem pierwsze testowe pływanie. ujawnił się drobny kłopot z silnikiem ale poz tym wszystko w porządku. Sprawdziłem też własną zdolność do funkcjonowania na jachcie. W tej chwili TEQUILA oczekuje w Jastarni na pierwszą załogę, mam nadzieję, że za półtorej godziny wejdziemy na nią i wieczór spędzimy już w Helu. Po drodze trzeba tylko kupić pieczywo, masło, zieleniny.

Zimą na jachcie nie nastąpiły większe zmiany. Wymieniłem fały genuy. Pojawiło się nowe radio VHF Standard Horizon z GPS. Niestety na funkcję DSC trzeba poczekać, aż będę miał numer MMSI, co będzie możliwe po zmianie bandery.

Szczegółowych relacji nie obiecuję, ale co jakiś czas się Wam, Czytelnicy zamelduję.

A tu fotka z testowego pływania.

Rejestracja jachtów po nowemu

Od ubiegłego roku obowiązuje nowa ustawa o rejestracji jachtów. Dotyczy jachtów nowo wprowadzanych do użytku pod polską banderą, jachty zarejestrowane według poprzednich przepisów trzeba zarejestrować ponownie do 2022 roku Sprawdźcie sobie u ustawie do kiedy!), przy czym istnieje możliwość zachowania posiadanego numeru POL

Ustawa rodziła się w bólach, z punktu widzenia Stowarzyszenia Armatorów Jachtowych była to kilkuletnia dyskusja z ministerstwem, przy umiarkowanym wsparciu najbardziej zainteresowanych, czyli samych żeglarzy. Ostateczny efekt oceniam jako nienajgorszy.

Pozytywy to: uporządkowanie przepisów, wyrzucenie idiotycznych wymogów rodem z poprzedniej epoki, typu: udowadnianie opłacenia podatków lub zatwierdzanie nazwy przez urzędnika (w tym zakazu powtarzania się nazw). Organami rejestracyjnymi, obok PZŻ, stały się także starostwa, wprowadzono tryb składania dokumentów elektronicznie i ograniczono ilość informacji i dokumentów, które armator musi przedłożyć.

Za największy negatyw uważam ponowne rozciągnięcie obowiązku rejestracji na małe jachty śródlądowe. Przez ostatnie lata na śródlądziu obowiązek ten istniał tylko dla jachtów dłuższych, niż 12 m i nic złego się nie działo. Teraz jakiś nadgorliwy urzędnik podsunął ministrowi pomysł zarejestrowania kilkuset tysięcy jachtów już od 5 m długości, wszak państwo musi wiedzieć o obywatelach wszystko. Zdaniem SAJ obowiązek rejestracji powinien dotyczyć tylko dużych jachtów morskich i jachtów odbywających podróże międzynarodowe. Kompromisem były dotychczasowe przepisy, obowiązujące bodajże od 2007 roku. Widzieliśmy szanse na przekonanie ministra, niestety znalazł się [—] żeglarz, który podsunął mu pomysł 7,5 m („Jak przy patentach, będzie tak ładnie ujednolicone”), no i niestety stało się. Potem był bój w parlamencie, w Senacie udało się przekonać także część senatorów PiS w komisji, niestety zabrakło kilka głosów.

O procedurze rejestracji czytaj dalej.

NA POKŁADZIE I POD POKŁADEM

 

Nieraz już wspominałem, że jedną z ważniejszych zalet pływania z załogami i to coraz innymi, jest szansa na długie pogawędki. Te możliwości pomnażają spotkania w portach, wzajemne odwiedziny na jachtach i posiedzenia w tawernach.

Każdy spotkany żeglarz ma swoją opowieść, trzeba tylko umieć jej wysłuchać. Choć lubię to czynić, to nie jestem najlepszym słuchaczem, a już wierne zapamiętanie zasłyszanych historii i przygód, czy anegdot, zdecydowanie nie jest moją specjalnością. Czasem jednak coś  z zapadnie w pamięć.

Sezon się zaczął, w moim przypadku chropowato, czyli początek był tylko formalny. Ani TEQUILA ani jej skipper nie są gotowi. Pozostaje więc na razie wspominać.

Kilkanaście lat temu wybraliśmy się w rodzinno-koleżeńskim gronie w krótki rejs do Travemünde. W momencie przejmowania jachtu w Gdyni okazało się, że silnik ma tylko bieg do przodu. Prowadzący Tomek mimo tego podjął decyzję, że plyniemy, Radził sobie z manewrami w sposób wzorowy, nawet  w zatłoczonych portach niemieckich. Od Travemünde mieliśmy rozpocząć powrót, mimo pewnej rezerwy czasu. Prognoza była „mżawkowata”, zdecydowanie mało sympatyczna i raczej mało wietrzna. Pyrkaliśmy ku wyjściu na wolnych obrotach (ten „brak wstecza”), gdy nagle radio odezwało się po polsku:

„Passat, Passat, gdzie wy płyniecie?”

Ktoś odpowiedział, że do Polski. Na to padło pytanie, czy znamy prognozę… Tak, znamy. „Będzie burza, sztorm, ósemka… wracajcie. Staniecie przy mojej burcie…” Wydawało się to absurdalne, jednak skipper Tomek uległ perswazji, mimo kwaśnych min młodzieżowej większości załogi.

Weszliśmy do Mariny nomen-omen Passat. Powitał nas otwartymi ramionami Juras pokazując miejsce koło swojej „wypasionej Bawarki”: „Patrzcie jaka pogoda pod psem, a ja chciałem się napić w dobrym towarzystwie”. No i impreza była piękna. Oczywiście rankiem nie wypłynęliśmy również. A Juras opowiadał. Wyemigrował z Polski w latach 80-ch, ciągnąc na holu swoją Venuskę. W Niemczech mu się powiodło, między innymi zmienił jacht, spędzał na nim sporo czasu co sezon, w tym od pewnego momentu w portach polskich, żeglując często w gronie innych jachtów polonijnych.

Przytrafiło mu się wtedy sporo śmiesznych incydentów na cywilizacyjnym styku szeroko rozumianego Zachodu i Wschodu. Słynna jest jego opowieść o odprawie granicznej w Dziwnowie. Juras wybierał się stamtąd do Rönne, a potem dokąd wiatr poniesie. Funkcjonariusz, nie wiem, czy jeszcze WOP, czy już SG, zadał oczywiste w sumie pytanie: „Dokąd pan płynie?” – „Do Chin.” – padła odpowiedź. – „Jak to do Chin?” – „No do Chin, pisz pan: Do Chin”. Dalszego dialogu już nie jestem w stanie po latach odtworzyć, pamiętam, że bolały nas brzuchy ze śmiechu, w każdym razie pointa była taka, że żeglarz obywatel wolnego świata płynie tam, gdzie chce i nikomu nic do tego.

Codzienny widok na zatoce

Juras opowiedział też historię-anegdotę ze swojej najbliższej okolicy. Rzecz działa się w mglistą jesienną niedzielę w Zatoce Meklemburskiej. Mimo kiepskiej widzialności na wodzie było sporo weekendowych żeglarzy   z kilku okolicznych portów, telepiących się przy słabych podmuchach wiatru, wszyscy liczyli, że mgła wkrótce ustąpi i będzie piękny dzień. Nagle na kanale 16 rozległ się kobiecy głos:

– „Jest tu kto? Słyszy mnie ktoś?!”

Odezwało się kilka głosów.

– „Mąż mi zginął!!!”

– „Jak to zginął?”

– „No był na pokładzie i go nie ma.”

Na to włączyła się już Straż Przybrzeżna. Cierpliwie pytając uzyskali wyjaśnienie, że pani wyszła na pokład i stwierdziła, że nie ma na nim męża. Próbowała bezskutecznie wołać, po czym nauczona przez męża jak włączyć radio, zawołała o pomoc.

-„Gdzie pani jest?”

– „NIE WIEM. Znajdźcie go. On ma 80 lat.”

Potem okazało się jeszcze, że nie umie sama obsłużyć jachtu.

Cierpliwie dopytywali, co widać w pobliżu – MGŁĘ – a czy widziała coś wcześniej. – „Tak, takie białe na wysokim brzegu”

– „Białe? Może przyczepy kempingowe?”

– „O tak, przyczepy”.

– „To już wiemy gdzie pani szukać. Wysyłamy do pani pomoc.”

RIB Straży Przybrzeżnej zlokalizował jacht dość łatwo, gorzej było z dalej: starsza pani uparła się, że bez męża nigdzie się nie ruszy. Zaczęto organizować planowe poszukiwania, akcja się rozkręcała, gdy na kanale 16 ktoś zawołał:

– „Znalazłem faceta w garniturze i krawacie!”

I tak było. Starszy pan wybrał się na krótką wycieczkę z żoną. Spadł, nie mógł się dowołać żony, więc położył się na wznak i postanowił czekać, korzystając z tego, że woda w zatoce była ciepła po udanym lecie.

Tym razem obyło się bez szelek i kamizelki. Tym razem. Trzymajcie kciuki, bym kolejny raz mógł napisać do Was już z wody

 

KONIEC ZIMOWEJ PORY

Skończyła się zima, zaczyna się sezon. Jachtu na wodzie. A więc zapraszam: Zimową Porą 80

Nowa Zelandia obroniła Puchar Ameryki

Dziesiąty bieg 36AC właściwie był bez historii. Po wyrównanym starcie na pierwszych 200 metrach trasy prowadziły Włochy. Potem sprawniej halsująca Te Rehutai ich wyprzedziła. Trochę meczowej walki było jeszcze do pierwszej bramki, a dalej przewaga ETNZ już tylko rosła, dochodząc na mecie do 45 sekund. Włosi, których jedyną szansą było ryzykować, poplynęli asekurancko, popełniając kilka błędów.

Prowadzona przez Petera Burlinga Nowa Zelandia triumfuje. Srebrny Dzbanek pozostaje na wyspach.

Wynik 7:3 oddaje różnicę między ekipami. Jacht nowozelandzki był szybszy, a Peter Burling nie przegrywa. Okazał się równorzędnym przeciwnikiem dla pary Spithill-Bruni, także w czysto meczowych umiejętnościach.

36 AC – czwarte zwycięstwo ETNZ z rzędu

Dziewiąty, bardzo wyrównany bieg zakończył się zwycięstwem Nowej Zelandii. Stan meczu 6:3 i Kiwi mają “piłkę meczową”.

Po równym starcie jachty szły łeb w łeb. Na kolejnych bokach minimalne prowadzenie zmieniało się kilkakrotnie. Na bramkach Włosi byli o jedną lub kilka sekund z przodu, robiąc wrażenie nieco szybszych w dół, podczas gdy NZ była szybsza w górę. Przy zwrocie na ostatni “leg” ETNZ uzyskał minimalną przewagę i odtąd powiększał ją aż do mety.

Zaraz 10 wyścig, czy okaże się ostatni?

Wyścig 10 został odwołany. A więc do jutra…

36 AC – 2 : 0 dla Kiwi

Ten dzień może okazać się kluczowy dla całości regat. Zapowiedziano słaby i nieco zmienny co do kierunku wiatr. Wydawało się, że te warunki będą faworyzować Luna Rossę, na której postanowiono używać największego foka. Jak zobaczymy, nie potwierdził tego bieg wydarzeń.

W biegu 7 obaj rywale startowali niemal równo, lecz po starcie Włosi mający przewagę prędkości  osiągnęli minimalną przewagę. Halsowali przed ETNZ dobrze znosząc nieustanną presję, a nawet powiększając prowadzenie do 19 sekund na pierwszej bramce. Na pierwszym kursie z wiatrem prowadzenie utrzymali i po obejściu drugiej bramki nastąpił kluczowy moment. Podczas intensywnej halsówki na zmiennym wietrze Nowozelandczycy wyprzedzili Włochów i od tej pory już prowadzili konsekwentnie powiększając przewagę i wygrywając ostatecznie o 59 sekund. Był to kawałek fajnej walki typowo meczowej i pierwszy wyścig, w którym prowadzacy na starcie nie odniósł zwycięstwa. Stan meczu 4:3 dla ETNZ.

Wyścig nr 8 został zdominowany przez słaby i zmienny wiatr. Start był równy, oba jachty halsowały szukając lepszych warunków.  Na pierwszej bramce Luna Rossa osiągnęła 16 sekund przewagi. Po zwrocie ETNZ dwukrotnie wpadł do wody i Włosi szybko zaczęli odjeżdżać. Wydawało się, że wyścig jest rozstrzygnięty, na drugiej bramce mieli ponad 4 minuty przewagi. Burling jednak zdołał podnieść się na foile i cierpliwie kontynuował wyścig ze stratą niemal całego boku trasy. Na trzeciej bramce nastąpiła katastrofa Włochów. Utopili łódkę i bardzo długo nie mogli podnieść jej do lotu. Szukając wiatru, który osłabł do 5, 6 węzłów, wyszli poza granicę “boiska” otrzymując nieistotną już dla przebiegu zdarzeń karę. W tym czasie nadszedł komunikat jury o skróceniu wyścigu o ostatni kurs z wiatrem. Podczas gdy Bruni ze Spithillem walczyli o powrót do ścigania się, Burling ostrożnie trzymając się na foilach zniwelował straty i objął prowadzenie. Sytuacja się odwróciła: teraz ETNZ był o kilka minut z przodu i tak już pozostało do końca.

Luna Rossa miała jakieś problemy z prowadzeniem dużego foka ale myślę, że w biegu 8 nie to zdecydowało. Już wcześniejsze wychodzenie z wody ETNZ przy wietrze 7 do 8 kn okazało się nieproste. A Włosi mieli około 6 kn wiatru, o ile do utrzymania się Nowozelandczyków na foilach to jeszcze wystarczylo, to do startu Wlochów nie. No i “czekali” na te ponad 7 kn.

A więc stan meczu 5:3 dla Nowej Zelandii, której brakuje dwóch zwycięstw do obronienia Pucharu.

">

36 AC – No wind – no race

Wobec braku wiatru odwołano wyścigi nr 7 i 8.