CO WYGRAŁ, A CO PRZEGRAŁ PIS W WYBORACH 13 PAŹDZIERNIKA 2019

Pis wygrał wybory, to oczywiste. Zwiększył elektorat o dwa miliony. Będzie mógł rządzić samodzielnie, czyli bez szukania koalicjantów.

Przegrał jednak część wyborów. Utracił komfortową przewagę w Senacie. Poniósł prestiżowe porażki, symboliczny jest warszawski wynik Kidawy-Błońskiej i prezesa. Nie dał rady osiągnąć większości pozwalającej odrzucać veto Prezydenta, a przecież od przyszłego roku może to mieć ogromne znaczenie. O szansie na zmianę Konstytucji szkoda marzyć.

Tyle o faktach, a co ze skutkami? Tu ciąg dalszy lakonicznych refleksji powyborczych.

 

Ucieczka z miejsca wypadku?

Za Facebookiem, Dariusz Nazarewski:

Dziś mamy taka nieprzyjemną sytuację. Braliśmy udział w regatach o Błękitną Wstęgę Zatoki Gdańskie na Albatrosie 4.30. W czasie wyścigu gdy byliśmy na prawym halsie staranowała nas Delphia myślę że 45 albo 47. W zasadzie przeszliśmy mu już przed dziobem ale on zamiast jeszcze odpaść wyostrzył i przywalił na w sam środek łódki. miażdżąc burtę pokład i kawałek dna. Wywrócił nas i obaj ze sternikiem znaleźliśmy sie w wodzie pod grotem. Zanim wypłynęliśmy na powierzchnie Delphia była już kilkadziesiąt metrów dalej i nawet NIKT NIE ZAPYTAŁ SIĘ CZY NIC NIKOMU SIĘ NIE STAŁO i popłynęła sobie dalej. To nie był jacht biorący udział w regatach. A być może żyjemy tylko dlatego że Albatros ma kilka niezależnych komór wypornościowych i nie zatonął. Zachodzę tylko w głowę jak można być takim parszywym gnojem żeby przejechać inną łódkę na morzu przy silnym wietrze i fali 1,5m i nie udzielić pomocy tylko uciec. Jakim trzeba być palantem i tchórzem, a może kapitan i załoga byli ostro nawaleni. Ja tego nie odpuszczę i użyje wszelkich możliwych sposobów żeby namierzyć tego gnoja i postawić go przed sądem za spowodowanie wypadku na morzu i ucieczce z miejsca zdarzenia i nieudzielenie pomocy. Daje Wam ( całej załodze ) tydzień na zgłoszenie się. W przeciwnym razie zgłoszę sprawę do prokuratora. Nie ma nie wiadomo ile jachtów typu Delphia a jeszcze niej zawijało dziś do portów w Polsce. Mamy tez ślady żelkotu na naszym jachcie więc da się ustalić sprawcę.

Po Bitwie o Gotland

 

 

 

Zakończyły się regaty Bitwa o Gotland. Do mety dopłynęły tylko 3 jachty z dwudziestu: Zenon Jankowski “Oceanna”, Aleksandra B. Emche “Mokotów” i Paweł Biały na czarterowek “Delphii III”. Ryszard Drzymalski po poważnej kontuzji został ewakuowany przez statek SAR, a jego “Konsal 3” opuszczony sztrandował na wybrzeżu litewskim.

Oczywiście przebieg regat wzbudził dyskusje, w tym jak zwykle pojawiły się postulaty ograniczenia wolności żeglowania. Odpowiedzią może być tekst uczestniczki regat,  która zresztą podjęła decyzję o wycofaniu się. Uczyniła tak, mimo iż startowała na oceanicznym jachcie,  sprawdzonym na Poludniowym Oceanie, uczyniła tak podobnie jak Joanna Pajkowska, przygotowujący sie do rejsu non-stop dookola świata  Rafał Moszczyński albo odbywający kwalifikacje do OSTAR Jacek Chabowski.

Oto głos Honoraty Wąsowicz:

NIE ZMIENIAJCIE NAM BITWY W SPACEREK PO PARKU

To, co w ostatnich dniach wydarzyło się na Bałtyku, wywołuje falę dyskusji w sieci. Że skoro było wiadomo, jak trudne warunki nadchodzą, to że trzeba było regaty odwołać/przesunąć. Że po co ryzykować. Że przez brawurę dochodzi do wypadków. Że niepotrzebne narażanie zawodników, pracowników SAR itp. Itd. Że organizatorzy są nieodpowiedzialni, bardziej przejmują się harmonogramem niż bezpieczeństwem etc.

Wypowiadają się oczywiście kanapowcy (jak zawsze, ale to bez znaczenia, więc nie do nich kieruję swoje słowa), ale też mnóstwo osób ze środowiska żeglarskiego, które bardziej wie co i jak.

Jako jedna z uczestniczek powiem Wam Szanowni Koledzy i Koleżanki Żeglarze tak – NIE ZMIENIAJCIE NAM BITWY W SPACEREK PO PARKU. My nie chcemy, żeby ktoś nam przesuwał start, bo będzie trochę trudno. Prognozy nie były na 12B, tylko 7-8 + porywy. Gdyby były na 10-12B, start NA PEWNO byłby przesunięty. Znamy takie decyzje z historii.
Ja w gronie zawodników Bitwy jestem jedną z najmniej doświadczonych, a i tak uważam, że formuła tych regat właśnie taka ma być. Nie oczekuję, że ktoś będzie dbał o moje bezpieczeństwo bardziej niż ja sama. To moje życie, moje decyzje, moje przygotowania, wybory. Ma być trudno, a ocena własnych możliwości w obliczu warunków danego roku, jest częścią zawodów. Decyzja, czy startuję, czy nie – już sama w sobie jest elementem wyścigu. Co roku jest mnóstwo wycofań. Spójrzcie na statystyki – mało kto ma same finisze na koncie. A są i tacy, którzy ani razu mety nie osiągnęli mimo kilku prób. I TAK MA BYĆ!

Czy jachty były przygotowane do takich warunków? Oczywiście, że były. A jeśli po 50 czy 100 milach ktoś poczuł, że jednak nie – to zawrócił. Proste. Ci, co popłynęli dalej czuli, że dadzą radę. Zarówno jacht, jak i oni sami. A wypadki i usterki – zdarzały się i zdarzać się będą. Fały się blokują, żagle drą, a złamać rękę przy niekontrolowanej rufie można nawet w czarterze na Morzu Śródziemnym. Zauważcie też, że oprócz rannego Ryśka, każdy mimo usterek radzi sobie skutecznie sam i bezpiecznie zawija do portu schronienia.

Zapowiadane warunki nie przekraczały możliwości jachtów i ludzi. A że jest trudno? Właśnie dlatego te regaty nazywają się: „Wielka Żeglarska Bitwa o Gotland”, a nie „O puchar prezesa…” jak to ładnie ujął jeden z zawodników (Andrzej Kopytko, który nota bene na 4 starty ukończył 2). I TAK MA BYĆ!
Można było nie wystartować, można było wystartować później (regulamin nie zabrania, linia startu i mety nie są zamykane), można tez zawrócić. I wiele z nas z tych opcji skorzystało. Nawet tak doświadczeni, jak Asia Pajkowska, która realnie oceniła zachowanie jachtu, warunki, i mimo dodatkowego obciążenia sławą jako jedna z pierwszych zrezygnowała z dalszej żeglugi.

Na koniec przytoczę fakt, że w bodajże najtrudniejszych regatach na świecie – Golden Globe Race, które wskrzeszono dwa lata temu, a kolejna edycja jest planowana na rok 2022, właśnie złagodzono przepisy i wymagania odnośnie kontroli i sprzętu sztormowego, jakie ma mieć jacht. Organizatorzy piszą tak: ” In relation to storm tactics and equipment to use like Drogues, no individual or expert exists with a sure solution, or the ultimate answer. Every boat, storm, wave pattern and situation is different, so we will NOT regulate what entrants must do, or should have. Like all good sailors, we keep discussing it, learning and researching, then make our own decisions and face our own destiny. Their life is in their hands. If there is one thing all entrants are very aware of and serious about, it is how they plan to survive the Southern Ocean. They do not need us to tell them and we don’t have a guarantee to give.” (więcej tutaj https://goldengloberace.com/independent-media-report-values-coverage-of-the-2018-ggr-at-185m/)
Oni swoje przepisy złagodzili, a podczas GGR wydarzyło się dużo więcej niż złamana ręka i utracony
Na fotografii Zimorodek na starcie BoG zarefowany po zęby. Za startem dołożyłam drugi ref na bezanie, a za Helem zrzuciłam grota. W odwodzie jeszcze fok sztormowy sklarowany na baby sztagu. I tak przygotowani czekaliśmy z Zimorodkiem na te 40-50kn.

Zdjęcie – Cezary Spigarski, Oficyna Morska

 

Ostatnia duńska trójka

Kolejna trójka portów odwiedzonych w tym sundowym włóczeniu.
Na wstępie dziękuję Don Jorge za dostarczenie odpowiednich stron “Sundu”, dzięki czemu mogę porównywać nie tylko suche mapki portów.

Zacznę od pary Humblebæk i Sletten. Miasteczko Humblebæk, gdzie są oba porty, nie zmieniło się istotny od przełomu wieków, kiedy opisał je Don Jorge. Poświęciłem kilka godzin deszczowego dnia na zwiedzenie Galerii Louisiana. Nawiasem nazwa nie pochodzi od amerykańskiego stanu, a od trzech żon założyciela nieruchomości, na której 100 lat później powstało muzeum, reklamowane jako jedno z najważniejszych w świecie miejsc wystawienniczych sztuki współczesnej.

Przejdźmy jednak do portów.
Opis Humblebæk w locyjce “Sund” jest nadal aktualny. Oczywiście nie dotyczy to cen, minęły jednak lata. Tu nie ma parkometru, bosman, obsługujący także i Sletten, wpada i wypada ale za to na rowerze wozi czytnik kart. Płaciłem 155 koron, jacht o 12 cm krótszy już 145. W cenie prąd, woda i rowery! Prysznic 10 Dkk za 6 minut, trzeba u bosmana nabyć żeton albo korzystać z zimnej wody. Przy kilku godzinach północnego wiatru odczulismy falowanie w porcie.

Istotniejsze zmiany zaszły zmiany zaszły w dwudziestoleciu w Sletten. To teraz marina nie mniejsza, niż Humblebæk, a rybacy pozostali w zasadzie tylko w tym pierwszym porcie.

Sletten z lotu ptaka za danskehavnelods.dk

Podejście do portu nie nastręcza problemów. Tuż przed główkami para tyczkowych pław. Uważajcie na ostrogę – łamacz fal,​ wychodzącą w lewo od lewej główki. Dlatego podchodzić należy od północnego wschodu, a nie wzdłuż falochronu. Główki porządnie wyłożone drewnem,​ szerokość wejścia​ kilkanaście metrów.

Głębokość w wejściu 3 m, w porcie 2,5m. Bardzo silne wiatry z kierunków północno-zachodnich mogą podnieść, zaś przeciwne obniżyć poziom wody o ok. 1 m. Długość 15, szerokość 4​ zanurzenie 2,2 m. Prąd wzdłuż wybrzeża pojawia się zgodnie z kierunkiem tych wiatrów.

Plan portu pokazuje wypłycenie między dwoma pirsami, coś w tym jest, za naszej bytności stały tam motorówki i wyraźnie mniejsze​ jachty.

Przy wiatrach z północnej połówki można, podobnie jak w Humblebæk,​ spodziewać się niespokojnego postoju.
Duńska strona internetowa podaje, że jest dostępna stacja paliw oraz nabijanie butli gazowych. Z racji pośpiechu nie zauważyłem,​ czy faktycznie tak jest.

No i wreszcie Vedbæk, już ostatni port przed rozpoczęciem powrotu do Kuźnicy.
Opis w locyjce “Sund” jest nadal aktualny. Z pary przywołanych i obecnych na mapach pław tyczkowych fizycznie jest tylko zielona i ją należy respektować! Dopuszczalne wymiary wchodzących statków to długość 25 m, szerokość 6 m oraz zanurzenie 2,4 w wewnetrznym i 2,7 m w zewnętrznym basenie. Pytanie tylko GDZIE taki mamut się zmieści. Rozstawy dalb na oko nie przekraczają 4, może 4,5 m, a najdłuższe stojące jachty około 16m.

 

Oczywiście nie spotkamy żywego bosmana,​ kontaktujemy sie z parkometrem. W cenie wszystko, uwaga: kod do łazienek drukuje się na pokwitowaniu transakcji.
Miejscowość po poprzednich nie robi wrażenia,​ wydaje się mniej wymuskana, choć więcej luksusowych rezydencji. Sklep​ NETTO, zanim skręcimy w Stationvej. We wspomnianej przez DonJorge pizzerii żadnej blondynki, są ciemnowlosi Włosi. Warto znać nazwiska Baszanowski, Kaczmarek i inne, jeden z kelnerów (może właściciel) jest kolegą Norberto Oberburgera złotego medalisty w wadze ciężkiej z Los Angeles 1984.

Przy okazji jeszcze coś: rowery.
To popularny środek lokomocji w Danii,​ a sieć bezpiecznych ścieżek i życzliwość kierowców są imponujące.
Najłatwiej wypożyczyć rower korzystając z aplikacji smartfonowej. Przetestowaliśmy Donkey Republic.

Ściągamy ją ze Sklepu Play lub AppStore bezpłatnie. Potem trzeba ją dość intuicyjnie skonfigurować, podpiąć kartę kredytową i WIO.
Do odblokowania roweru niezbędny jest właczony Bluetooth. Pamiętajmy, że kasa naliczana jest do chwili ZDANIA​ roweru. Koszt ok. 50 Dkk, za godzinę.
UWAGA: Internet telefoniczny w Danii dość często zrywa, trzeba być czujnym, by zaprzestać płacenia na czas.
Na podobnych zasadach wypożyczamy elektryczne hulajnogi albo skutery.

 

 

 

Uporceni w Sassnitz

Po 12-godzinnym przeskoku z Falsterbokanalen stanęliśmy w Sassnitz przespać się trochę.

Będziemy spać chyba do jutra, pogoda wygląda tak:

34 węzły to niekoniecznie dla TEQUILI, a do tego leje. Nie leje ale LEJE!

Trudno przetrwać to uporcenie (lotników uziemiają, to nas uporcili) ale jak mówi stara piosenka żeglarska “Rum jeszcze jest”, zaś napis na Złotej Bramie w Gdańsku głosi:

RUM OMNIUM FUNDAMENTUM – RUM PODSTAWĄ WSZYSTKIEGO.