Smutna refleksja

Dodałem w dziale JA, OBYWATEL smutną obserwację o zachowaniu komentatorów po pierwszych wystąpieniach Donalda Tuska. Przypomina się bajka Krasickiego: “Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły…” Sęk w tym, że topiąc Tuska, topicie siebie! I przyszłość waszych dzieci i wnuków.

Tego chcecie?

LINK DO TEKSTU

Siły, entuzjazmu i woli walki mu zostało nie mniej niż wtedy, Fot. z Twittera

 

Różne są mariny

Różne są mariny. Jedne lubimy bardziej, inne mniej.  Nie przypadkiem maleńka przystań w Wolinie jest jedną z moich najbardziej ulubionych

Wygodny, dobrze urządzony basenik, wszystkie udogodnienia od razu na kei. Do tego w budynku hotelowym łazienki, jedyne jak dotąd mi znane, które nie spełniają zasady, że prysznice projektuje się na złość klientom.

Jednak clou to są ludzie. Zawsze było dobrze, obecny skład ekipy jest wspaniały. Bosmani Kuba i Danusia, recepcjonistka Dorota – życzliwi, uśmiechnięci, współpracujący ze sobą i wymieniający informacje.A przebojem był ostatni powrót do Wolina, który zapowiedziałem wcześniej. Po wejściu do basenu czekała na mnie wielka tablica ZAREZERWOWANE i dwójka bosmanów, żeby pomoc we wciśnięciu jachtu w ciasny (długość całkowita plus 20  cm) kącik. Dziękuję! Wrócę wkrótce.

PS. A postój TEQUILI 25,-plus 5 za prąd i 7 za prysznic bez limitu czasu.

 

Jeszcze raz o Władysławowie

Drugie wystąpienie SAJ o ludzkie warunki postoju we Władysławowie dotyczy hałasu. Pełna jego treść znajduje się na stronie Stowarzyszenia.

l

Cywilizacyjna katastrofa

Zapraszam na stronę SAJ. Powróciliśmy po 8 latach do sprawy warunków postoju we Władysławowie.

Oto link.

 

 

Wspomnienie o Teresie Remiszewskiej

Na dzień przed 94 rocznicą urodzin Teresy Remiszewskiej przypominam podcast Magdy Świerczyńskiej-Dolot:

https://m.soundcloud.com/user-331412619/pionierki-odc-2?fbclid=IwAR25KiT_YMs4b8xyrlwoifBSS607UWfRzFU2I63PdcG7PkMhIwKt2Mnrus0

a dziś o 1800 w Internetowym Radio Danielka przy szantach wspomina Ją wnuczka, kpt. Katarzyna Taborek. Powtórka 22 czerwca o 2300.  Szukajcie w guglach wpisując nazwę radia. 

 

 

 

REJS 2021 – 2

Włóczę się po Zatoce. Znów nie mogę nie pochwalić marin, Cesarskiej w Gdańsku i Yacht Park w Gdyni.  Miło, komfortowo i przyjaźnie. Yacht Park dotyczy jedna nowość: pojawił się sklep spożywczy w apartamentowcu obok.

Także w Helu tradycyjnie jest sympatycznie, a do tego nareszcie dobra wiadomość:

W HELU ZMIANA NA LEPSZE

Po pokonaniu wielu trudności (covidowych i finansowych) doczekaliśmy się porządnych łazienek w marinie helskiej. Urządzono je w miejsce niewydarzonej gastronomii na parterze “jaja”. Testowałem pierwszego dnia.
Są estetyczne, wygodne, w miarę nowoczesne (oświetlenie uruchamiane czujnikiem ruchu).
Po zakończeniu wszystkich prac i zamknięciu dostępu na piętro, drzwi będzie na kod, który otrzymamy podczas opłacania postoju.
Przy wejściu stoi automat wydający żetony na prysznic (aż 10 zł ale przy inflacji już trwającej i spodziewanej, nie ma wyjścia). Automat przyjmuje monety, banknoty 10 i 20 zł. Uwaga: nie wydaje reszty. Można też płacić kartą wsuwaną lub na dotyk.

Instrukcje są przejrzyste, przydałaby się jeszcze wersja angielska, a może i niemiecka.Prysznice są łatwe w obsłudze: wybór kabiny, żeton, zatwierdzenie. Czas lania wody 5 minut, można przerywać przyciskiem Start-Stop ale łącznie w ciągu 10 minut. Ostatnia minuta jest sygnalizowana.


Jest sporo haczyków, wnęka na odzież z półeczkami. Łyżeczka dziegdziu: zgodnie z Ogólną i szczególną teorią pryszniców Remiszewskiego coś musi być źle. W tym przypadku nie da się uniknąć zachlapania odzieży powieszonej we wnece, strumień wody rozbijany o kąpiącego się zamoczy niemal wszystko. Może rozwiazaniem byłaby folia (nie siegająca podłogi, żeby nie gniła) oddzielająca przedsionek od strumienia wody? Albo dodatkowy haczyk na zewnatrz drzwi, kurtka w zimny dzień mogłaby tam pozostać, pozwalając resztę ukryć we wnęce.
Starszemu panu przydałby się jakiś taboret do wkładania spodni.
Jak rzadko w Polsce prysznice wyposażono w gumę do ściągania wody z podłogi. To daje szansę na zrobienie przez nas porządku po sobie. Szkoda, że guma haczy o nierówności fugowania płytek.
Reasumując: wygoda postoju w Helu znakomicie się poprawiła. Pani Prezes i Kierownikowi portu serdecznie dziękuję i gratuluję.

EDIT: zamek z kodem już działa. Pojawią się instrukcje po angielsku i niemiecku. 

Rejs 2021

Zima 2021 była trudna. Także przygotowania do sezonu szły ciężko. Na szczęście chyba wszystko udało się dopiąć. W Boże Ciało odbyłem pierwsze testowe pływanie. ujawnił się drobny kłopot z silnikiem ale poz tym wszystko w porządku. Sprawdziłem też własną zdolność do funkcjonowania na jachcie. W tej chwili TEQUILA oczekuje w Jastarni na pierwszą załogę, mam nadzieję, że za półtorej godziny wejdziemy na nią i wieczór spędzimy już w Helu. Po drodze trzeba tylko kupić pieczywo, masło, zieleniny.

Zimą na jachcie nie nastąpiły większe zmiany. Wymieniłem fały genuy. Pojawiło się nowe radio VHF Standard Horizon z GPS. Niestety na funkcję DSC trzeba poczekać, aż będę miał numer MMSI, co będzie możliwe po zmianie bandery.

Szczegółowych relacji nie obiecuję, ale co jakiś czas się Wam, Czytelnicy zamelduję.

A tu fotka z testowego pływania.

Rejestracja jachtów po nowemu

Od ubiegłego roku obowiązuje nowa ustawa o rejestracji jachtów. Dotyczy jachtów nowo wprowadzanych do użytku pod polską banderą, jachty zarejestrowane według poprzednich przepisów trzeba zarejestrować ponownie do 2022 roku Sprawdźcie sobie u ustawie do kiedy!), przy czym istnieje możliwość zachowania posiadanego numeru POL

Ustawa rodziła się w bólach, z punktu widzenia Stowarzyszenia Armatorów Jachtowych była to kilkuletnia dyskusja z ministerstwem, przy umiarkowanym wsparciu najbardziej zainteresowanych, czyli samych żeglarzy. Ostateczny efekt oceniam jako nienajgorszy.

Pozytywy to: uporządkowanie przepisów, wyrzucenie idiotycznych wymogów rodem z poprzedniej epoki, typu: udowadnianie opłacenia podatków lub zatwierdzanie nazwy przez urzędnika (w tym zakazu powtarzania się nazw). Organami rejestracyjnymi, obok PZŻ, stały się także starostwa, wprowadzono tryb składania dokumentów elektronicznie i ograniczono ilość informacji i dokumentów, które armator musi przedłożyć.

Za największy negatyw uważam ponowne rozciągnięcie obowiązku rejestracji na małe jachty śródlądowe. Przez ostatnie lata na śródlądziu obowiązek ten istniał tylko dla jachtów dłuższych, niż 12 m i nic złego się nie działo. Teraz jakiś nadgorliwy urzędnik podsunął ministrowi pomysł zarejestrowania kilkuset tysięcy jachtów już od 5 m długości, wszak państwo musi wiedzieć o obywatelach wszystko. Zdaniem SAJ obowiązek rejestracji powinien dotyczyć tylko dużych jachtów morskich i jachtów odbywających podróże międzynarodowe. Kompromisem były dotychczasowe przepisy, obowiązujące bodajże od 2007 roku. Widzieliśmy szanse na przekonanie ministra, niestety znalazł się [—] żeglarz, który podsunął mu pomysł 7,5 m („Jak przy patentach, będzie tak ładnie ujednolicone”), no i niestety stało się. Potem był bój w parlamencie, w Senacie udało się przekonać także część senatorów PiS w komisji, niestety zabrakło kilka głosów.

O procedurze rejestracji czytaj dalej.

NA POKŁADZIE I POD POKŁADEM

 

Nieraz już wspominałem, że jedną z ważniejszych zalet pływania z załogami i to coraz innymi, jest szansa na długie pogawędki. Te możliwości pomnażają spotkania w portach, wzajemne odwiedziny na jachtach i posiedzenia w tawernach.

Każdy spotkany żeglarz ma swoją opowieść, trzeba tylko umieć jej wysłuchać. Choć lubię to czynić, to nie jestem najlepszym słuchaczem, a już wierne zapamiętanie zasłyszanych historii i przygód, czy anegdot, zdecydowanie nie jest moją specjalnością. Czasem jednak coś  z zapadnie w pamięć.

Sezon się zaczął, w moim przypadku chropowato, czyli początek był tylko formalny. Ani TEQUILA ani jej skipper nie są gotowi. Pozostaje więc na razie wspominać.

Kilkanaście lat temu wybraliśmy się w rodzinno-koleżeńskim gronie w krótki rejs do Travemünde. W momencie przejmowania jachtu w Gdyni okazało się, że silnik ma tylko bieg do przodu. Prowadzący Tomek mimo tego podjął decyzję, że plyniemy, Radził sobie z manewrami w sposób wzorowy, nawet  w zatłoczonych portach niemieckich. Od Travemünde mieliśmy rozpocząć powrót, mimo pewnej rezerwy czasu. Prognoza była „mżawkowata”, zdecydowanie mało sympatyczna i raczej mało wietrzna. Pyrkaliśmy ku wyjściu na wolnych obrotach (ten „brak wstecza”), gdy nagle radio odezwało się po polsku:

„Passat, Passat, gdzie wy płyniecie?”

Ktoś odpowiedział, że do Polski. Na to padło pytanie, czy znamy prognozę… Tak, znamy. „Będzie burza, sztorm, ósemka… wracajcie. Staniecie przy mojej burcie…” Wydawało się to absurdalne, jednak skipper Tomek uległ perswazji, mimo kwaśnych min młodzieżowej większości załogi.

Weszliśmy do Mariny nomen-omen Passat. Powitał nas otwartymi ramionami Juras pokazując miejsce koło swojej „wypasionej Bawarki”: „Patrzcie jaka pogoda pod psem, a ja chciałem się napić w dobrym towarzystwie”. No i impreza była piękna. Oczywiście rankiem nie wypłynęliśmy również. A Juras opowiadał. Wyemigrował z Polski w latach 80-ch, ciągnąc na holu swoją Venuskę. W Niemczech mu się powiodło, między innymi zmienił jacht, spędzał na nim sporo czasu co sezon, w tym od pewnego momentu w portach polskich, żeglując często w gronie innych jachtów polonijnych.

Przytrafiło mu się wtedy sporo śmiesznych incydentów na cywilizacyjnym styku szeroko rozumianego Zachodu i Wschodu. Słynna jest jego opowieść o odprawie granicznej w Dziwnowie. Juras wybierał się stamtąd do Rönne, a potem dokąd wiatr poniesie. Funkcjonariusz, nie wiem, czy jeszcze WOP, czy już SG, zadał oczywiste w sumie pytanie: „Dokąd pan płynie?” – „Do Chin.” – padła odpowiedź. – „Jak to do Chin?” – „No do Chin, pisz pan: Do Chin”. Dalszego dialogu już nie jestem w stanie po latach odtworzyć, pamiętam, że bolały nas brzuchy ze śmiechu, w każdym razie pointa była taka, że żeglarz obywatel wolnego świata płynie tam, gdzie chce i nikomu nic do tego.

Codzienny widok na zatoce

Juras opowiedział też historię-anegdotę ze swojej najbliższej okolicy. Rzecz działa się w mglistą jesienną niedzielę w Zatoce Meklemburskiej. Mimo kiepskiej widzialności na wodzie było sporo weekendowych żeglarzy   z kilku okolicznych portów, telepiących się przy słabych podmuchach wiatru, wszyscy liczyli, że mgła wkrótce ustąpi i będzie piękny dzień. Nagle na kanale 16 rozległ się kobiecy głos:

– „Jest tu kto? Słyszy mnie ktoś?!”

Odezwało się kilka głosów.

– „Mąż mi zginął!!!”

– „Jak to zginął?”

– „No był na pokładzie i go nie ma.”

Na to włączyła się już Straż Przybrzeżna. Cierpliwie pytając uzyskali wyjaśnienie, że pani wyszła na pokład i stwierdziła, że nie ma na nim męża. Próbowała bezskutecznie wołać, po czym nauczona przez męża jak włączyć radio, zawołała o pomoc.

-„Gdzie pani jest?”

– „NIE WIEM. Znajdźcie go. On ma 80 lat.”

Potem okazało się jeszcze, że nie umie sama obsłużyć jachtu.

Cierpliwie dopytywali, co widać w pobliżu – MGŁĘ – a czy widziała coś wcześniej. – „Tak, takie białe na wysokim brzegu”

– „Białe? Może przyczepy kempingowe?”

– „O tak, przyczepy”.

– „To już wiemy gdzie pani szukać. Wysyłamy do pani pomoc.”

RIB Straży Przybrzeżnej zlokalizował jacht dość łatwo, gorzej było z dalej: starsza pani uparła się, że bez męża nigdzie się nie ruszy. Zaczęto organizować planowe poszukiwania, akcja się rozkręcała, gdy na kanale 16 ktoś zawołał:

– „Znalazłem faceta w garniturze i krawacie!”

I tak było. Starszy pan wybrał się na krótką wycieczkę z żoną. Spadł, nie mógł się dowołać żony, więc położył się na wznak i postanowił czekać, korzystając z tego, że woda w zatoce była ciepła po udanym lecie.

Tym razem obyło się bez szelek i kamizelki. Tym razem. Trzymajcie kciuki, bym kolejny raz mógł napisać do Was już z wody