Pamiętajmy o zwycięzcach

Osobiście uczestniczyłem w tych wydarzeniach, w książce jest także mój tekst. Nie wolno nam zapominać o ludziach, którzy uczestniczyli w WYGRANYM POWSTANIU NARODOWYM!

Dlatego przyłączam się do apelu organizatorów wydania, który poniżej cytuję. Pomóżcie!

A na zdjęciach:

– okładka książki,

– zdjęcie moje zrobione z ukrycia przez milicjanta w trakcie kampanii.

Roman Nowosielski był pełnomocnikiem Komitetu Obywatelskiego “Solidarność” na okręg 24, Adam dunst wydawał pierwszą nieoficjalną, choć już niepodziemną gazetę “Wejherowskie Widnokręgi” w Wejherowie.

„Powstaje książka „Ludzie przełomu” 4 czerwca 1989 dotycząca wyborów 1989 roku w dawnym województwie gdańskim, obejmująca dawne okręgi wyborcze 21 (gdański), 22 (gdyński), 23 (tczewski) i 24 (wejherowski). Książka tam ma być przede wszystkim hołdem dla ludzi biorących udział w pracach w komisjach wyborczych, bo na nich ciążyła odpowiedzialność, by wynik wyborów był niezafałszowany. Korzystając z zasobów archiwów państwowych udało się odtworzyć ponad 3000 takich osób z imienia i nazwiska.

W związku z zebraniem znacznie większej ilości materiałów. niż pierwotnie zakładano, objętość książki wzrosła z 200 do 300 stron, co niestety zdecydowanie podniosło koszty druku, postanowiliśmy wystąpić z ofertą na przedsprzedaż serii limitowanych naszego wydawnictwa.

Mianowicie będzie to seria srebrna książki, która dodatkowo zawierać będzie dedykacje od autorów i reprodukcję plakatu „Nie śpij, bo Cię przegłosują”, będzie też edycja złota, która oprócz zawartości edycji srebrnej, zawierać będzie reprodukcję pierwszego plakatu „Solidarności” w wyborach 4 czerwca 1989 roku, wykonanego ręcznie w okręgu nr 24 (wejherowski).

Zamówienie na limitowaną serię „Ludzi przełomu” można składać mailowo.

Zakupione egzemplarze będą Waszą swoistą cegiełką w powstaniu tegoż wydawnictwa.

Koszty poszczególnych serii:

Srebrna 100 zł

Złota 200 zł

e-mail: wejherowskie.widnokregi małpa gmail.com

Pozdrawiamy

Roman Nowosielski

Adam Dunst”

TEQUILA 2020 – dni 50 do 56

2020-07-20 poniedziałek do 2020-08-26 niedziela

W dniu 49 przyjechała Ewa, skorzystaliśmy z ładnej pogody i natychmiast ruszyliśmy do Stepnicy. Po drodze kółeczko koło Skolwina.

Stocznia na terenie zlikwidowanej huty, budująca morskie statki i niewielka przystań…

Dalej trasa objęła Wapnicę, Rybaczówkę w Karsiborze, Nowe i Stare Warpno i Lubczynę. Pogoda zmienna ale ogólnie wreszcie jest słonecznie i ciepło.

W Nowym Warpnie spotkałem się na sympatycznej rozmowie z burmistrzem  Jarosławem Burbą, który patronuje różnym żeglarskim przedsięwzięciom. Może za kilka miesięcy pojawi się efekt tej rozmowy.

 

Wizyta w Lubczynie to przede wszystkim spotkanie Zbyszka ze Zbąszynia, który przyjął od nas cumy, a potem ujawnił się jako czytelnik tej strony. Jego sympatyczna małżonka gości nas na ich jachcie, wcześniej spędzamy chwile “w ogródku”, czyli przy naszym stoliku pod namiotem kokpitowym.

Ostatni dzień to przejście przez Dąbie i Świętą na Gocław. Flauta, piękna panorama Szczecina, kąpiel w jeziorze, a przede wszystkim niesamowite wrażenia z żeglugi między szuwarami i drzewami. Ewa zachwyca się “Zakątkami żeglarskimi”. Nie możemy się zatrzymać, Intercity nie poczeka.

RELACJA DZIEŃ PO DNIU

TEQUILA 2020 – dni 42 do 49

2020-07-11 sobota do 2020-07-19 niedziela

Nowa załogantka jest zainteresowana najbliższymi portami niemieckimi. Trasa więc obejmuje Stepnicę, Ueckermunde, Usedom, Monkebude, Stare Warpno, Altwarp, Trzebież, ponownie Stepnicę i powrót do Gocławia. pogoda jest niesamowicie zmienna, deszczowo i słonecznie, zimno i gorąco, wieje i brakuje wiatru – nudzić się nie można.

Postój w Stepnicy przypada na dzień drugiej tury wyborów, do komisji nie mamy daleko, trzeba chwilę poczekać na wejście.

Po głosowaniu udaje nam się obejrzeć wnętrze zabytkowego kościoła (najczęściej jest zamknięty), a potem spacer do Kanału Młyńskiego. Wieczorem “atrakcje”: pijany facet, obrażony na równie pijanych kolegów, wskakuje do basenu i usiłuje płynąć wpław na Zalew.  Wydzwaniamy na 112. W końcu zatrzymuje się przy pływającym falochronie, koledzy tam docierają ale nie umieją mu pomóc za to awantura i wrzaski trwają, policja i WOPR pojawiają się po niemal godzinie. Uff… można iść spać.

 

Ueckermunde, jak przed tygodniem. Stoimy na tym samym miejscu, wiemy skąd wyjąć klucz do łazienki pod nieobecność hefenmeistra, pyszny matjas w bułce na kutrze przy moście zwodzonym, trochę zwiedzania, zachwyca zadbana choć chaotyczna architektura, jezdnie, chodniki i zieleń. Kamienica na rynku z wykazem kolejnych właścicieli wymaga udokumentowania.

 

Kolejny port to Monkebude, zachwyt budzą zadbane posesje, plaża, Strandhalle, czyli restauracja przy plaży. No i na finał zwiedzania kolonia kilkudziesięciu gniazd jaskółczych na specjalnie przygotowanym słupie.

Kolejny dzień to ponowna wizyta w Usedom. Późnym popołudniem miasteczko wydaje się wymarłe, a wczesnym wieczorem nawet światła w oknach się nie palą. Tylko gdzieniegdzie niebieski odblask od telewizora. Pogoda jest dynamiczna, zmienność zachmurzenia i światła słonecznego oraz zamglenia powodują niesamowite efekty.

Czas na powrót do Polski.Oczywiście na początek Nowe Warpno, z niesamowitą atmosferą w marinie i urokliwą zabudową centrum. Ciekawa rozmowa z Kazimierzem Olszanowskim, który o Zalewie wie wszystko, umie i lubi opowiadać. Jest autorem strony Zalew Szczeciński i kawałek Bałtyku wg Kazimierza

Następnego dnia wpadamy na moment do Altwarp. Ta i kolejna wizyta owocują tekstem , do którego lektury zapraszam w dziale Rejsy do NIemiec. Potem także krótki postój w Trzebieży na obiad w “Portowej” i wreszcie znów ulubiona Stepnica. Jazda cały dzień w słońcu i z wiatrem, komfort.

Etap kończymy w Marinie Gocław, gdzie ma pojawić się kolejna załogantka.

RELACJA DZIEŃ PO DNIU

 

 

 

 

 

TEQUILA 2020 – dni 39 do 41

2020-07-08 środa do 2020-07-10 piątek

Podczas żeglugi stwierdziliśmy, w w zęzie pojawia się paliwo. Jaromir odnalazł miejsce. Wyciek był na sterowaniu pompy wtryskowej. Sprawa zbyt delikatna, by to dotykać samemu, co zresztą potwierdził w konsultacji telefonicznej stały mechanik TEQUILI z Pucka. A więc szukam mechanika w Szczecinie i okolicach.

Sprawa niełatwa: wszyscy albo zajęci albo mają zbyt daleko dokoła Zalewu. Już zastanawiam się nad przetrwaniem dalszych tygodni z zapachem ropy we wnętrzu, gdy nagle wpada mi w oko kontakt w telefonie: MechSzcec komórkowy 501….. Dzwonię z lekkim oporem ale przypominam sobie, że rekomendacji udzieliła mi Agnieszka z “Tobiasa”. No i super: Kuba kojarzy mnie  z publicystyki internetowej i działalności SAJ. Uzgadniamy, że podpłynę za trzy godziny do Centrum Żeglarstwa na Dąbiu.

Diagnoza rozpoczyna się zaraz po zacumowaniu. Tak, to cieknie na pompie. Tak, dobrze, że nic nie dokręcałem. Tak, da się zrobić.

Cieknie na zaworze, przez 46 lat wytarło się pasowanie tłoczka i tulei, miało prawo.

Naprawa wymaga zakupu kompletu zaworu regulującego dopływ paliwa do pompy. To musi potrwać. Współpracujący z Kubą Albin ma rozwiązanie: wieziemy tłoczek do tokarza nieopodal. Wytoczy 2,5 mm od końca tłoczka odpowiedni rowek, tam trafi o-ring i po kłopocie.

Przy okazji zabieram kabestan, ten w którym w ubiegłym roku Krzysiek zastąpił sprężynkę kawałkiem sprężynki od długopisu. Z podobnych przyczyn, (wiek), wyrobiły się gniazda zapadek i szczególnie jedna wypada. Trzeba wyfrezować nowe gniazda, miałem to załatwić wiosną ale idiotyczny koronawirusowy zakaz dostępu do własnego jachtu spowodował, że “jakoś zeszło”.

Kabestan zostaje w ubranku po pośpiesznie wypitej coli. Jest już późne popołudnie, czekamy do rana na odbiór robót od tokarza.

Pogoda piękna, choć zmiennochmurna i chłodna. Wieczór spędzam solo, trochę łażąc po Dąbiu, trochę słuchając muzyki. Podziwiam też kilka drewnianych jachtów, tak dobrze mi znanych z przeszłości. Późny wieczór zaznacza nieprzyjemna sytuacja: czterech pijaniutkich durniów skacze po jachtach, usiłując włamywać się w poszukiwaniu wódki. Na koniec trafiają i do mnie. Na szczęście wyjątkowo mam pozamykane dokładnie z powodu zimna. Słyszę: “Ku… tu też zamknięte na klucz”… rezygnują ze sprawdzenia, a chwilę potem słychać syrenę policyjną i wszystko cichnie.

Pierwsza taka sytuacja w moim żeglowaniu morskim! Rano sympatyczna rozmowa z szefem Centrum, będą wnioski do do poprawy bezpieczeństwa, a delikwenci zidentyfikowani z monitoringu wylatują z hotelu. mam odczucie, że to jakieś szersze, choć nieco nowe zjawisko. Wrócę jeszcze kiedyś do tematu.

 

Po rozmowie z szefem odbieram części od tokarza. Kabestan daje się złożyć bez kłopotu i działa idealnie. Zawór także, jednak Albin cierpliwie i wielokroć reguluje ustawienia gazu, aż moje ucho dojdzie do wniosku, że wszystko jest tak jak wcześniej. Zależy mi na tym, przy krótkim skoku dźwigni gazu inne ustawienie wymagałoby ponownego przyzwyczajania ręki, by nie gasić niechcący silnika podczas manewrów. Z kolei ustawienie w przeciwną stronę pozwalałoby nadużywać wysokich obrotów, czyli forsować silnik, a bez efektów w postaci większej prędkości – obecne 5,5 węzła na spokojnej wodzie wystarcza w zupełności.

Żegnam więc sympatycznych i życzliwych mechaników i ruszam z powrotem na Gocław. Po drodze spotykam Jespera, “Michalina” stoi w “Pogoni”. Zamieniamy parę zdań i w drogę na spotkanie nowej załogi.

RELACJA DZIEŃ PO DNIU

Kapitan Krystyna Trych nie żyje

Odeszła od nas niespodziewanie…

Sama o sobie na stronie: http://klubkapitanow.pl/ 

Krystyna Grażyna Trych – kapitan jachtowy – pat. Nr 251, ur. 09 marzec 1946 w Trani – Włochy. 

  • 1965 – żeglarz jachtowy ( Kielce ) 
  • 1971 – sternik jachtowy ( Olsztyn) 
  • 1973 – sternik lodowy ( Olsztyn ) 
  • 1973 – jachtowy sternik morski ( Gdynia ) 
  • 1977 – instruktor żeglarstwa pat. Nr 1338 
  • 1979 – instruktor żeglarstwa lodowego pat. Nr 75 
  • 1980 – jachtowy kapitan żeglugi bałtyckiej pat. Nr 773 
  • Od 1998 – kapitan jachtowy 

Przez wiele lat byłam czynnym instruktorem żeglarstwa na Ziemi Olsztyńskie,j a potem Szczecińskiej. 

Pływałam na jachtach: Dar Opola, Janek Krasicki, Dar Olsztyna, Generał Zaruski, Zew Morza, Gedania, Smuga Cienia, Wielkopolska, Centruś, Almares, Wiatr, Mazurek, Alfa, Alabaster, Charli, Azuryt, Chrobry, Delfin, Czartoryski, Asterias, Zagłoba, Henryk Rutkowski, Zawisza Czarny. 

Od 1984 roku jestem członkiem klubu żeglarskiego TKKF “OLIMPIA” w Policach. Jestem współzałożycielem UKŻ “BRAS” w Policach. 

O Niej ze strony: https://plus.echodnia.eu/swietokrzyskie 

Kielczanka Krystyna Grażyna Trych zadziwia kobiety i mężczyzn swoimi zdolnościami i życiowym optymizmem. Była kapitanem żeglugi bałtyckiej, instruktorem żeglarstwa lodowego, namalowała kilkadziesiąt urokliwych obrazów, kręciła przyrodnicze filmy, wyrzeźbiła mnóstwo ciekawych prac i napisała wiele interesujących, wzruszających wierszy. 0 przyrodzie, życiu i morzu. 

Jej życiorys nadawałby się na kilka bestsellerów, ale ona sama mimo, że miała bardzo ciekawe dzieciństwo, pełną wrażeń młodość, niesamowite dorosłe życie to nadal pozostała niezwykle skromną, życzliwą, pomocną innym kobietą. Przyznaje żartobliwie, że nie poślubiła żadnego mężczyzny, bo poślubiła morza i jeziora, nie urodziła dziecka, ale wychowała wiele dzieci i pomogła im znaleźć właściwą w życiu drogę. Nie tylko szkoliła dzieci i młodzież na przyszłych żeglarzy, ale też urządzała dla nich konkursy, grille, warsztaty, wpajała zasady i wartości. Bo na jachcie można się nauczyć tego jak się zachować za sterami, poznać tajniki nawigacji, opanować sztukę współpracy i komunikacji. 

Skończyła kieleckiego plastyka 

Z Krystyną rozmawiamy na kieleckim osiedlu Pakosz w domu jej siostry Barbary Nowickiej. – Myślałam, że zostanę artystą rzeźbiarzem, skończyłam Liceum Plastyczne w Kielcach, w czasach kiedy dyrektorem był Henryk Czarnecki, byłam w klasie rzeźby i bardzo dobrze mi szło – opowiada. – Ale potem, kiedy zdałam egzaminy do kilku Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, Poznaniu i Wrocławiu, to nie zostałam przyjęta ze względu na pochodzenie i musiałam zweryfikować swoje plany. Wiele lat wlokło się za mną to, że mój tata Zbigniew walczył na włoskiej ziemi w wojskach generała Władysława Andersa. Z mamą poznali się w obozie jenieckim, sporo przeżyli. Jak wielu jego kolegów w tamtych czasach – mnóstwo zamieszkało po wojnie w Anglii – zamierzał emigrować z rodziną, czyli mną i dwiema siostrami do Australii, ale moja mama nie zgodziła się na to. Kochała Polskę, brakowało jej najbliższych i zdecydowali się powrócić do kraju. Chociaż jako rodzina nie mieliśmy łatwego życia, ojciec jeszcze we Włoszech budował Autostradę Słońca, w Polsce pracował przy budowach dróg i mostów, był przenoszony z miasta do miasta, a potem w pożarze straciliśmy wszystko i w Kielcach trzeba było zaczynać życie od nowa, to mieliśmy mnóstwo pasji i zainteresowań. 

Tęsknota za wodą 

Krystyna Trych wspomina, że przez kilka pierwszych lat po ukończeniu plastyka pracowała przy konserwacji zabytków, ale cały czas odzywała się w niej miłość do wody. Wtedy też zajmowała się jednocześnie modelarstwem. – Może na moich upodobaniach zaważyło to, że będąc niemowlakiem mieszkaliśmy we włoskiej miejscowości Trani nad Adriatykiem- śmieje się. – Fale tak mnie zauroczyły, że już nie mogłam bez nich żyć. W Kielcach zdobyłam tytuł sternika jachtowego, a potem coraz częściej zaczęłam wyjeżdżać nad jeziora, bo tęskniłam za większą wodą. Zamieszkałam w Olsztynie, gdzie jeszcze przez pewien czas byłam dekoratorką, ale coraz częściej spędzałam czas na jeziorach. Już w dzieciństwie ze wszystkiego co napotkałam potrafiłam skonstruować coś na czym można było popływać. Będąc na obozie harcerskim w Lubiewie przydzielono mi zmywanie wielkich garów, a ja przy pomocy kija zrobiłam z jednego z nich jacht i wypłynęłam na wodę. Przestraszyłam wszystkich, za karę chciano mnie usunąć z obozu, ale jakoś udało mi się przebłagać kierownictwo i wychowawców i zostałam do końca. Kiedy odwiedzałam ciocię na Żuławach to z prześcieradła i dwóch kijów od szczotki zrobiłam jacht i na nim popłynęłam. Nie było siły, żeby mnie utrzymać na lądzie. Potem, gdy pływałam już po morzu, to przeżycia były intensywniejsze, a zwłaszcza wtedy, gdy napotykaliśmy na sztorm, ale zawsze udawało mi się zwycięsko wychodzić z trudnych sytuacji. – W takich momentach potrzebne jest logiczne myślenie, poskromienie paniki i spokój – wymienia. – Trzeba zmniejszyć powierzchnię żagli, ubrać załogę i zachować zimną krew. Sztorm minie.

Pływała na wielu jachtach 

Naszej rozmowie przysłuchuje się wielka fanka Krysi, jej siostra Barbara Nowicka, która z kolei słynie z lepienia fantastycznych pierogów i jej dwa pupile Luna i Tusia, a ona sama wylicza, że w swoim życiu pływała na jachtach Dar Opola, Janek Krasicki, Dar Olsztyna, Cenerał Zaruski, Zew Morza i Gedani. Zwiedziła wiele krajów, poznała dziesiątki fantastycznych ludzi, odbyła mnóstwo ciekawych rozmów. – Często bywało tak, że na jednej imprezie spotykaliśmy się z Francuzami, Japończykami, Niemcami i chociaż z językami obcymi nie było u nas wtedy najlepiej, to jakoś przy dobrej naleweczce udawało nam się porozumieć i podyskutować o wszystkim, o historii, muzyce, polityce. Kobieta tłumaczy, że żeglarze to specyficzna grupa ludzi. – Nie dbają o wzbogacenie się, byleby tylko starczyło na wędkę i robaki, bo ona łowić też lubi, są sentymentalni i otwarci – uważa. – Pokorni wobec siebie i innych. Chociaż Krystyna na początku pływała tylko między portami, z powodów politycznych nie można było uzyskać paszportu, to po olimpiadzie i konkursach Żeglarskich w Tallinie, porty w Finlandii, Szwecji, Petersburgu, Niemczech stanęły dla niej otworem. W międzyczasie założyła też Bractwo Zielonej Szekli z siedzibą w Jastarni i aktywnie w nim działała. Nie tylko pływała ale też malowała i pisała.
Jej wiersze wzruszają. Np. ten o ojcu: Ojcze nasz…Ty pokazałeś jak łowić ryby, Ty pokazałeś jak zbierać grzyby, Jak kochać przyrodę, Jak szanować ludzi, Ojcze nasz, dzięki. Ty nauczyłeś mnie żyć. Podzięki dla Zbysia Twoja córka Krysia. – Przychodzi taki czas, że moje myśli i tęsknoty się kłębią i muszę je przelać na papier lub na płótno. Często portretuję ludzi i jachty. 

Wybudowała żaglówkę 

Obecnie Krystyna Trych mieszka na stałe w Policach, gdzie cały czas żegluje, bo jak podkreśla bez wody nie mogłaby już żyć. Na szczęście jej pasje podziela mieszkająca w tej samej miejscowości kuzynka Halina Sobczyk, świetnie się rozumieją. – Razem wybudowałyśmy jeden jacht od podstaw, a drugi o nazwie Conrad V wyremontowałyśmy i teraz często bez względu na pogodę na nim wyruszamy – opowiada z błyskiem w oku Krystyna. – Pływamy na południe od Szczecina, opływamy niemiecką wyspę Rugię, jest tam wiele pięknych zatoczek, zakamarków, kanałów i rozlewisk. Wspomina, że często wtedy liczą żurawie. Mimo, że na brak zajęć nie narzeka, to regularnie odwiedza Kielce. – Mam do rodzinnego miasta ogromny sentyment, stąd pochodzą moi rodzice, tu mieszkał mężczyzna, który był moją miłością, mam tutaj wielu przyjaciół i najbliższe mi sercu osoby, dwie siostry Basię i Jolę, ciocię Zytę Trych, ona mnie stale inspiruje, przystojnego wujka Bruna, który był bratem mojego ojca – wylicza. – Kielce są pięknie położone, pośród gór i lasów, być może kiedyś powrócę tu na stałe. 

 

TEQUILA 2020 – dni 34 do 38

2020-07-02 piątek do 2020-07-07 wtorek

Nowe Warpno to brama do Małego Zalewu, czyli najbliższych portów niemieckich, Postanawiamy odwiedzić cztery z nich, nie decyduję się na Kamminke, nie będąc pewny warunków postoju. Pierwsze jest Ueckermunde. Stajemy jak zwykle po lewej stronie, w małej klubowej przystani. Tym razem jest gorzej, niż zazwyczaj – przybyło rezydentów i dla gości miejsce jest tylko okazjonalnie.

Ueckermunde robi jak zwykle wrażenie: domy zadbane, jezdnie i chodniki w idealnym stanie, zieleń wypielęgnowana. Tylko jakoś pusto na ulicach na nadbrzeżach.

Kolejny dzień to Usedom. Po drodze jeszcze tankujemy w marinie Lagunenstadt. Nową marinę w Usedom opisałem w ubiegłym roku, dziś wszystko działa, nadal zamyślenie budzi rozrzutność w projektowaniu – jakby spodziewano się samych katamaranów.

 

Miasteczko urokliwe ale też puste, wieczorem nawet świateł w oknach niewiele. W lodziarni, czy też piwiarni spotykamy się ze zwyczajem “antykoronawirusowym”: trzeba pozostawić wypełniony formularz z danymi kontaktowymi. Oczywiście nikt nie sprawdza zgodności danych!

 

 

Następnego dnia planujemy zatrzymać się na Bratwursta w baseniku pod mostem w Karnin – niestety w jedyne wolne miejsce wejść nie możemy, muł łapie balast. Gdyby dało się podejść i odejść wzdłuż kei moglibyśmy wcisnąć się na siłę, wpasowywanie jachtu bokiem oznacza, że potem nie odejdziemy. Musimy zrezygnować. Teraz cel to Moenkebude, urocza wioseczka z dużym basenem portowym, jachtowo-rybackim, stocznią i sklepem żeglarskim. Obok mariny plaża i restauracja rybna. Niedogodność, to niezwykle slaby sygnał telefonii, Internet jest praktycznie niedostępny. A we wsi kolonia gniazd zbudowanych dla jaskółek.

Kolejne dwa dni to Stepnica i ostatni przeskok do Mariny Gocław. Tam moi załoganci schodzą z jachtu, by złapać planowo pociąg do domu.

A mi w oczekiwaniu na kolejną załogę pozostaje wykonać pewne prace na jachcie.

RELACJA DZIEŃ PO DNIU

TEQUILA 2020 – dni: 28 do 33

2020-06-26 piątek do 2020-07-01 czwartek

Pierwszy etap zalewowy. Trasa to Kamień Pomorski, Wolin, Wapnica, Karsibór, Nowe Warpno, Ueckermunde, Monkebude, Usedom, Trzebież, Stepnica i Marina Gocław. Załoga to nadal Jaromir z Basią.

Zaczęliśmy od kłopotu: most zwodzony w remoncie, a więc otwierany rzadko i raczej po południu. Na szczęście widok remontu skłonił mnie do kontaktu telefonicznego z mostowym, więc nie ruszyliśmy na godzinę 1000. Już zrobiliśmy plany spędzenia dnia w Dziwnowie, gdy niespodziewanie zadzwonił mostowy: dostał polecenie z wysokiego szczebla, że ma przepuścić jakiś transport wojskowy, wobec czego przepuści i nas. dziękujemy za życzliwość.

 

Kamień Pomorski jak zwykle piękny i sympatyczny. dwa braki: nie ma koncertu organowego w Katedrze ani tańców dla “starszych działkowców” w tancbudzie obok mariny.

Następny dzień to jazda Dziwną do Wolina, miejsca jak zawsze sympatycznego, pełnego życzliwych ludzi. Słynny most kolejowy odzyskał swój prześwit. Nawiasem mówiąc Urząd Morski w Szczecinie “wypiął się na mnie” i zamiast zapłacić odszkodowanie za nieoznakowanie mostu i brak ostrzeżenia nawigacyjnego odesłał do procesowania się z kolejarzami. Cóż poczekam aż prokuratura i  sądy w Rzeczypospolitej wrócą do normalności, a wtedy postaram się “pociągnąć za konsekwencje” pana dyrektora – ale już w procesie karnym. Tymczasem żegluję i cieszę się życiem.! Wolin to pierwsza tura wyborów,100% uprawnionych z TEQUILI odwiedziło lokal wyborcy ze stosownymi zaświadczeniami i odpowiednim wyposażeniem osobistym.Następnie była “trojka”: Wapnica – Karsibór – Wapnica. Dwa ostatnie postoje wynikły z pogody pod zdechłym Azorkiem. Za to Basia mogła poznać Międzyzdroje i Świnoujście. O Rybaczówce pisałem kilka lat temu, kto zechce wpisze w wyszukiwarkę, jest nawet track z Navionicsa.

Kolejny port do Nowe Warpno, oczywiście z halsówka między sieciami – trudno – trzeba było postawić grota. A niby dżentelmeni… itd. itp.

W Nowym Warpnie, jak zawsze, sympatyczna atmosfera. spotkania przyjaciół, fascynujące opowieści Kazimierza Olszanowskiego. Tylko, na Boga, czemu remont łazienek w szczycie sezonu. Podobno nie można się doprosić fachowców do pracy! Czyżby jednak kilka procent bezrobocia miało zbawienny wpływ na gospodarkę?!

RELACJA DZIEŃ PO DNIU