TEQUILA 2020 – dzień 27

2020-06-25 czwartek

Kolejny udany dzień. Dziś do Dziwnowa. Trochę nam humor psuje zamkniecie strefy wojskowej nr 12, armia ma chyba za dużo pieniędzy. Objeżdżamy ją jednak spokojnie, wiatr w plecy, TEQUILA na samym foku jedzie około 5 węzłów. Szwagier daje ładnie rade na fali z rufy.

Po zachodniej stronie “dwunastki” na kotwicy okręt wojenny, budowany jako desantowy do inwazji Układu Warszawskiego na Jutlandię, cała seria weszła do służby już w III RP jako absolutnie zbędna. Gdy podchodzimy bliżej, da się odczytać nazwę: ORP “Poznań”. Kawałek dalej na kotwicy stoi okręt ratowniczy R 14 “Zbyszko” (w domyśle “z Bogdańca” – w prl też mieli czasem fantazję). Przechodzimy pomiędzy nimi.

Końcówka trochę niespokojna: widzimy nad lądem burzę. Analiza obrazu radarowego w aplikacji Ventusky i uważna obserwacja mówią, że miniemy się na sucho.

 

W Dziwnowie bosmani jak zawsze sympatyczni. No i miła niespodzianka: prysznice po remoncie i, poza Wolinem, jedyne mi znane, zaprzeczające OGÓLNEJ I SZCZEGÓLNEJ TEORII PRYSZNICÓW REMISZEWSKIEGO. Wspaniale.

 

RELACJA DZIEŃ PO DNIU

TEQUILA 2020 – dzień 26

2020-06-24 środa

“Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie” –  ten cytat nam towarzyszy w ostatnich miesiącach. Na TEQUILI już jest!

Przyjechali Jaromir z Basią. Załoga składa się wiec z trzech kapitanów, pułkownika i szefowej. Słońce grzeje. Wiatr rześki, północno wschodni. Nie może być innej decyzji, niż taka, że płyniemy natychmiast. Dziś Mrzeżyno. Potem Dziwnów  i wchodzimy w Zalew. Wybierać Prezydenta Nadziei będziemy zapewne w Wolinie. Kołobrzeg żegna nas smutnym widokiem “Kapitana Głowackiego” doprowadzonego do stanu wraka. Na szczęście znalazł się nabywca i jest nadzieja na odbudowanie żaglowca.

Jazda do Mrzeżyna szybka i piękna. Próbujemy wywołać bosmanat jeszcze przed końcem pracy ale nie słyszymy się. Wejście pogłębione, nadal jednak wchodzimy trzymając się blisko zachodniego falochronu.

Od 2015 roku w Mrzeżynie stacjonuje pogłębiarka ssąco-refulująca “Mątwa” wraz z dedykowanym holownikiem, co umożliwia utrzymanie portu w należytym stanie. To element przeprowadzonej od 2012 roku rozbudowy portu. Taki kawałek “Polski w ruinie” i pewnego “wina”…

Nasze wejście można było obejrzeć dzięki kamerom internetowym. 

Postój na “zarezerwowanym” od lat miejscu TEQUILI, przy drabince ułatwiającej wejście na wysoką keję. Płatność pobiera od nas chłopak, dla którego jesteśmy pierwszym obsługiwanym jachtem. No apotem już ryba w Barze portowym, spacer i relaks.

RELACJA DZIEŃ PO DNIU

 

TEQUILA 2020 – dzień 24 i 25

2020-06-22 do 23 poniedziałek i wtorek

Od rana znowu to samo: mgła, rozmowy z Kapitanatem. Na początku wypuszczają jednostki z radarem. Słychać, że po 1100 będzie można wyjść i bez radaru. O tej godzinie leje deszcz. Ostatecznie wychodzę o 1200. Wieje na szczęście dość słabo, bo dokładnie “w mordę”. Jadę więc na silniku. Zaraz za główkami zaczyna się przejaśniać. I tak już zostaje: z każdą milą jest mniej chmur, więcej słońca i lepsza widoczność.

Po raz pierwszy używam pierwsze w moim życiu okulary przeciwsłoneczne!

 

Po drodze mijam idące na spinakerach jachty startujące w “Dużym Śledziu”. Przede mną halsuje “Konsal 2” – z początku widzę go tylko na aplikacji Boat Beacon, potem możemy pogadać przez radio, a na koniec, już pod Kołobrzegiem, zobaczyć się.

Wreszcie widać Kołobrzeg w pełnym słońcu. Widzialność już około 8 do 10 mil.

 

Staję w Marinie Solnej, koło jachtów Piotra i Pawła. Wreszcie jest jak trzeba!

Kolejny dzień muszę spędzić w Kołobrzegu, bo nowi załoganci, kolega z córką, przyjadą dopiero we środę. To moje urodziny. Spotyka mnie lawina dobrych życzeń, nie daję rady z odpIsywaniem. DZIĘKUJĘ WAM PRZYJACIELE! Po południu prezent: dowiaduję się, że zostanę po raz pierwszy dziadkiem. Co za radość!

RELACJA DZIEŃ PO DNIU

 

TEQUILA 2020 – dzień 23 – Trochę o instalacji elektrycznej

2020-06-21 niedziela

Planowałem przejście do Kołobrzegu. Niestety: od rana ciągła mgła. W Polsce upały i nawałnice, a tu MGŁA!

Nad całym krajem zalegają masy wilgotnego powietrza (wg aplikacji meteo jest 100% wilgotności względne). To nie przypadek, że pranie zrobione w Ustce suszyłem ponad dwie doby. Wystarczy, że z nad morza napływa powietrze o kilka stopni chłodniejsze i mamy to co mamy. Para wodna skrapla się… Chwilami trudno odróżnić, czy to już pada, czy jeszcze tylko woda zawieszona w powietrzu.

Od rana trwają radiowe rozmowy z kapitanatem. Puszcza tylko jednostki posiadające radar. Gdy wychodzę na most zwodzony podejmuje decyzję: nie oszukiwać się, czekać do poniedziałku. Podobnie kilka sąsiednich jachtów.

Jest czas na bezapelacyjne lenistwo. Zamiast omawiać kolejne drinki i rozmowy opowiem kilka słów o instalacji elektrycznej TEQUILI. Miała ona być jak najprostsza i zapewniająca skuteczność w razie różnych awarii.

Instalacja składa się z obwodów o dwóch napięciach. Pierwszy z nich to obwód prądy zmiennego 230 V. Podłącza się go do zasilania z lądu. Podstawowy kabel ma 15 m długości, na końcu lądowym wtyczkę „niemiecką” z otworem na bolec oraz bocznymi blaszkami oraz przejściówką zakończona wtyczką euro. Na końcu jachtowym jest wtyczka klasy IP 65 pasująca do podobnego gniazda w kokpicie. Jest jeszcze czterdziestometrowy gruby kabel z identycznym osprzętem, używany w sytuacjach, gdy do słupka jest bardzo daleko. Można też oba kable złączyć ze sobą, służy do tego „odwrotna” przejściówka.

W mesie znajduje się wyłącznik różnicowy, z którego zasilanie idzie na ładowarkę akumulatorów oraz dwa gniazda, umożliwiające podłączenie czajnika, termowentylatora, lutownicy i… komputera dzięki czemu teraz to piszę). W razie totalnej awarii całej tej części instalacji, mogę podciągnąć napięcie dowolnym przedłużaczem i użyć zwykłego prostownika samochodowego do ładowania kolejno akumulatorów.

Obwód prądu stałego 12V zasilany jest z dwóch akumulatorów o pojemnościach 70 i 45 Ah. Ładować je można ze stareńkiego alternatora na silniku, który wystarcza w zupełności dla mniejszego ale nie dla większego. Podstawowe ładowanie należy do „magicznej żółtej skrzynki”, ładowarki, o której już wspomniałem. Ładuje ona oba akumulatory równocześnie, automatycznie dobierając pad do potrzeb każdego z nich. Jej zaletą jest ponadto fakt, że nie wydziela dużo ciepła i nie ma szumiącego wentylatora. Trzeba tylko pamiętać, by nie podłączać jej do 230 V, jeśli nie jest obciążona obu akumulatorami.

Napięcie z ładowarki idzie na przełącznik czteropozycyjny, W pozycjach I lub II pobór prądu przez sieć jachtową jest z wybranego akumulatora. Ten sam akumulator jest także doładowywany rzez alternator. Pozycja 0 oznacza odłączenie całej sieci 12V. Pozycją I+II oznacza równoczesne podłączeni obu akumulatorów (równoległe), z oczywistych względów nie używamy jej! Jedynym przypadkiem jest sytuacja awaryjnego rozruchu silnika, kiedy każdy z akumulatorów jest już za mało, by tego dokonać. Taki przypadek miał miejsce raz w ciągu 12 lat

Za przełącznikiem czteropozycyjnym są woltomierz i amperomierz oraz dwie tablice rozdzielcze.

Dolna służy prowadzeniu jachtu. Kolejne na niej pola to:

  1. Trójsektorowa lampa ledowa na topie masztu;
  2. Białe światło ledowe na topie masztu. (tak naprawdę poz 1 i 2 to jest jedna lampa zasilana trójżyłowym kablem);
  3. Światła jachtu płynącego na silniku (dwusektorowe na dziobie, białe rufowe i światło silnikowe nieco poniżej salingu);
  4. Wolne pole – w razie awarii na topie mogę światło silnikowe odpiąć od poz. 3 i przyłączyć tu – wtedy na żaglach używam poz. 3 a na silniki 3 i 4 naraz;
  5. Instrumenty – zasilanie echosondy, wiatromierza i maleńkiej diody oświetlającej kompas;
  6. Autopilot

Radio VHF jest zasilane bezpośrednio, z pominięciem tablicy.

 

Górna tablica obsługuje wnętrze jachtu. Poszczególne pola:

  1. Centralny wyłącznik wszystkich punktów świetlnych. Są one ledowe, bardzo łatwo jest nie zauważyć, że coś pozostało niewyłączone, więc na dzień odcinam całość. Punkty świetle to lampki nadkojowe oraz nad kuchenką. W mesie na suficie jest ledowa lampa, którą można przełączać na światło białe lub czerwone (nie oślepia sternika w nocy);
  2. Audio – zasilanie odbiornika samochodowego i dwóch tonsilowskich głośników z Fiata 126P;
  3. i 4. Dwa zestawy po dwa gniazda zapalniczek. Służą do ładowarek telefonicznych, ciągłego zasilania smartfona nawigacyjnego w zejściówce oraz pompy zęzowej (przenośna, niezamontowana na stałe); W razie totalnej awarii mam jeszcze jedno gniazdo zapalniczkowe podłączane wprost na akumulator za pomocą krokodylków;

             

                 5.Wolne pole dla przyszłej lodówki;

  1. Pole rezerwowe

Wszystkie kable mają spore przekroje, bez oszczędzania na ciężarze i kosztach. Są opisane. jeden zapasowy kabel jest poprowadzony wzdłuż burty do dziobu, zapewne posłuży on do zasilania lodówki.

Końcówki z koszulkach termokurczliwych, całość powinna bezawaryjnie przeżyć armatora.

RELACJA DZIEŃ PO DNIU

TEQUILA 2020 – dzień 22

2020-06-20 sobota

Wreszcie żegnam gościnną Ustkę. Wojna wreszcie zakończona, strefa nr 6 otwarta. Nadal mglisto ale z prognozy wynika, że ma być tylko lepiej. Wychodzimy w dwa jachty, tuż przed otwarciem kładki słuchając mało sympatycznego zachowania instruktora na RIB-ie, który atakuje uczynnego i życzliwego jej operatora, a potem, co lepsze, kapitanat. Tu obrywa i słusznie!

Jazda na silniku, momentami wzmocnionym żaglem. Trwa swoisty wyścig, chciałbym zdążyć na otwarcie mostu o 1500. Pojawiają sia przebłyski słońca, ponad mgłą widać wzgórza, optymizm rośnie.

Niestety, nie trawa to długo. Mgła znów narasta, widzialność spada w oczach, jadę po krawędzi wciąż zamkniętego akwenu 6c, potem wzdłuż brzegu, licząc, że tu nie będzie ruchu. Dochodząc do Darłowa nie widzę już nic. Navionics pokazuje mi pozycję, tak, że wiem, gdzie skręcić aby trafić między główki. Pracuje na drugim smartfonie aplikacja BoatBeacon, dzięki temu “widzę” statki nadające sygnał AIS. Jest tylko jeden taki: pogłębiarka pracująca w awantporcie. Główki widzę niemal po obu burtach dopiero z odległości kilkudziesięciu metrów, pogłębiarkę już po wejściu do wnętrza.

Nie zmniejszam prędkości – most właśnie się otwiera, przechodzę go z marszu. Cóż za precyzja

Cumy przyjmuje mi uczynny sąsiad, koło którego staję: “Manitikora” z Kamienia Pom. w drodze na wschód. Stoję. Ufff! Czuję się zmęczony wytężaniem uwagi w tej mgle. Ale wreszcie poligony za mną.

TEQUILA 2020 – dzień 19, 20, 21

2020-06 17 do 19 środa do piątku

HOTEL TEQUILA USTKA ZAPRASZA

Hotel położony po zachodniej stronie miasta, przy Trakcie Usteckich Marynarzy, Rybaków i Żeglarzy. Zapewniamy:

nocleg w wąskiej koi z wysokością ponad nią wykluczającą inne ewolucje niż umiarkowane zgięcie nóg w kolanach,

luksusowe oświetlenie ledowe w dwóch kolorach,

poranne spacery do kontenera sanitarnego, 

ale nade wszystko niezwykłe widoki niczego i codzienną walkę z ostrym cieniem mgły

ceny umiarkowane.

Tak było cale trzy dni. Z oferty skorzystała Pani Armatorowa i była zadowolona.

Mgła pojawiła się we środę po południu w sposób piorunujący. W pewnym momencie między kutrami zaczęło być widać “chmurki”, narastały w oczach i po kilkunastu minutach w porcie było mleko. Szedłem do miasta po Panią Armatorową, było ciepło i jasno, a za mną posuwała się zimna ściana. Jak przyszło, tak pozostało.

Ticho a tma

 

TEQUILA 2020 – dzień 18

2020-06-16 wtorek

Młodzi mieli wielkie plany wycieczki na wydmy, powrót do Ustki planowaliśmy nocą. Rano było deszczowo i leniwie – zdecydowaliśmy się wyruszyć około południa. Najpierw wejście do portu pasażerskiego po paliwo. W marinie stoi piękna stacja, dostępna z wody i dla samochodów, lecz od kilku lat zamknięta. Nieopłacalna z powodu małego ruchu. Ale jak ten ruch ma być większy, jeśli dojazd do terenu jest zamknięty szlabanami?! A i bez tego stacja położona tak na uboczu nie mogła liczyć na znaczną frekwencję. Ciekawe kto inwestował, kto utrzymuje nieczynną infrastrukturę i za czyje pieniądze?

Rozpogodziło się, płyniemy. Wiatr z zachodu, trzeba przeprosić się z grotem i halsować. Robimy to w pasie pomiędzy strefą rozgraniczenia ruchu, a akwenem zamkniętym Parku Narodowego. Kolejny idiotyzm: wprowadzono zakaz ale nie ogłoszono w Wiadomościach Żeglarskich, nie umieszczono na mapach – dopiero głośne sprawy karania mandatami i procesy zmusiły administrację do uporządkowania sytuacji (wcześniej zapewne każdy żeglarz powinien czytać Dziennik Urzędowy Wojewody. Ciekawostką jest też pas o szerokości dwóch kabli wzdłuż akwenu zamkniętego, gdzie przechodzą łodzie, którym nie wolno pływać w odległości większej niż 2 mile od brzegu. Po co tak? Nie można było po prostu ustanowić strefy o szerokości 1,8 mili? Biurokraci!

Końcówka trasy ekspresowa, na żaglach i na silniku. Akurat od dziś kładka działa dłużej, nie mamy ochoty czekać w awantporcie na jej otwarcie.

Słońce zachodzi w chmurach, co powoduje jednak niezwykłe efekty – próbujemy robić zdjęcia, lecz nie oddają one nawet w połowie urody widoków. O 2200 wchodzimy na “nasze” miejsce. Tu niespodzianka: kod do łazienek zmieniony. Wrrr…. i w tym momencie przychodzi “message” od Huberta Bierndgarskiego z informacjĄ o nowym kodzie! DZIĘKUJEMY!

RELACJA DZIEŃ PO DNIU

TEQUILA 2020 – dzień 16 i 17

2020-06-14 do 15 niedziela i poniedziałek

Kolejny holownik,z którym miałem do czynienia podczas pracy w “Naucie” :

 

W niedzielę po południu przyjeżdżają dzieci, czyli Współarmator Jurek z żoną. Przez aklamację uznajemy, że nie pchamy się w szóstkę z północy, tylko idziemy na grzańca. W poniedziałek ruszamy do Łeby.

Rejsu NA ZACHÓD ciąg dalszy. Ale nie bójcie się, nie bierzemy wzoru z wodza, czarne jest czarne, a białe pozostaje białym..  Po prostu tam musi być jakaś cywilizacja…

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Pogoda nie najgorsza, choć chłodno. Za to obiadek wszystkim smakuje.

Zakończenie fatalne: od główek Łeby ulewa – wystarczy, żeby nas zlać doszczętnie zanim zacumujemy. Za to premią są ujęcia wchodzącej i manewrującej w deszczu TEQUILI zdjęte z obrazu kamery internetowej. Wieczór przy “Cuba Libre”…

RELACJA DZIEŃ PO DNIU

TEQUILA 2020 – DZIEŃ 14 I 15

2020-06-12 I 13 piątek i sobota

Pogoda nadal niefajna, poza tym pojawiła się pilna praca do wykonania.

Dolne mocowanie “kaczego dziobu” zostało wykonane niezgodnie z projektem narysowanym przez Grzegorza. Ani ślusarz ani warsztat szkutniczy “nie mogli” ukształtować blachy obejmującej dziób tak, by ściśle przylegała do dziobnicy. Na filmiku widać, że powoduje to przenoszenie momentu obracającego okucie przy nacisku wyłącznie przez śruby mocujące okucie do poszycia. Właśnie: śruby! Pod moją nieobecność znalazły się tam wkręty, z których na domiar złego dwa zostały natychmiast ścięte.

Sąsiad Zbyszek, emerytowany rolnik, który umiał u siebie naprawić każdą maszynę, zaproponował mi pomoc. No i sobotę spędziliśmy na remoncie.

Zaczęło się od demontażu, z ogromną ostrożnością, żeby czegoś nie utopić (okucie przed odkręceniem zostało przywiązane na krawacie). Potem zdjęliśmy drutem szablon kształtu dziobu, przenieśli go na papier i Zbyszek zaczął rozklepywać młotkiem blachę. Praktycznie od pierwszego razu uzyskał właściwy kształt.

Teraz trzeba było przykręcić okucie. Kłopot w tym, że śruby przychodziły “pod sufitem” dziobowej bakisty, do której można było włożyć od góry jedną rękę, lecz tak daleko, że nie było mowy aby dosięgnąć kluczem.

Tu Zbyszek wykonał dwa narzędzia.

Jedno to duża nakrętka, odpowiednio podpiłowana i dospawana do długiego drutu – można było nią podać nakrętkę i podkładkę i przytrzymać tak, by obracana od zewnątrz śruba złapała.

Drugie, to po prostu klucz oczkowy wklepany w rurkę przedłużającą go o brakujące centymetry. No i już można było skręcać całość. Okucie pasuję idealnie, do tego jest odrobinę wyżej, niż pierwotnie, więc “kaczy” płynniej się komponuje z linią pokładu.

Krawat na razie pozostanie, dodatkowo zabezpiecza “kaczego” przed obrotem, po rejsie zdecyduję, czy zastąpić go trwale, czy zrezygnować ze wzmocnienia.

DZIĘKUJĘ ZBYSZKU. NIECH TWOJA “PARADA” ŻEGLUJE SZCZĘŚLIWIE!

RELACJA DZIEŃ PO DNIU

TEQUILA 2020 – dzień 12 i 13

2020-06-10 do 11 środa – czwartek

A więc nadal zimuję w Ustce. Słowo “zimuję” jest adekwatne – czerwiec mamy zimny, a w Ustce nadal nie ma tłumów wczasowiczów. Do tego we środę pod wieczór nadeszła nagle mgła.  Na szczęście sklepy i gastronomia działają. W samym porcie stoi się wygodnie (dopóki nie ma fali), szef, Hubert Bierndgarski jest życzliwy i pomocny. Z przyjemnością podniosłem pod salingiem otrzymaną od niego banderkę miasta.

Poligony zamknięte non-stop do 17 czerwca, flota jednak odpłynęła. Wróble ćwierkają, że w sobotę skończy się kwarantanna graniczna, będzie można objechać “szóstki” bez przeciskania się przez ucho igielne między nimi, a granicą wód terytorialnych.

Na pomoście spotkania kolegów: Zbyszek, Jesper (stacjonuje w Jastarni!), Romuś, Rysiu i od czasu do czasu inni ustecczanie, wzajemna pomoc i pogawędki.

 

Sama Ustka może zaimponować. Widać efekty wieloletniej współpracy lokalnych organizacji i miasta, wspartych przez unijne dotacje. Stare centrum jest już niemal zrewitalizowane. Szachulcowe domki, zaułki, porządne chodniki i jezdnie, zieleń, knajpki i ławeczki, fontanny. Nie wstydzą się też historii miasta i portu, która przecież przez dwa pokolenia była świadomie zapominana. Co krok natrafiamy na tabliczki w trzech językach opisujące oglądany obiekt, zazwyczaj z historycznymi zdjęciami miejsca. Pozazdrościć!

 

RELACJA DZIEŃ PO DNIU